American High 26 – New York, New York, a wonderful town!

Kyle obudził się z o wiele mniejszym bólem głowy, ale jakimś nieokreślonym uczuciem w środku, związanym ze wcześniejszymi wyznaniami. Odsunął koc po cichu. Mimo wszystko było mu jakoś lżej w środku. Po raz pierwszy to komuś powiedział.Nancy jęknął cicho, przeciągając się Kyle wstał powoli z kanapy, nie mając ochoty patrzeć w lustro. Musiał teraz wyglądać jak chodząca tragedia. Nancy przekręcił się na kanapie, przytulając koc. Chłopak westchnął patrząc na niego przez chwilę, po czym wziął z szafki ręcznik i powlókł się powoli pod prysznic. Może faktycznie powinien iść do tego psychologa?
Rozebrał się po drodze i zaczął się kąpać unikając po drodze lustra. Oparł się o ścianę, grzejąc w ciepłej wodzie. Po dłuższej chwili usłyszał niemrawe kłapanie klapków.
- Można? – był to głos Nanciego.
Kyle zawachał się chwilę.
- Pewnie.. – powiedział, sam zdziwiony jak bardzo zachrypniętym głosem. Nie wiedział jak się teraz zachować do Nanciego po tym co mu opowiedział. Po chwili chłopiec doczłapał się do niego. Zdjął klapki, odłożył ręcznik i wszedł do niego pod prysznic.
- Lepiej się czujesz? – Spytał uśmiechając się do niego na dzień dobry.
- Trochę.. – uśmiechnął się lekko.
- Zrobię nam jakieś dobre śniadanie. – oznajmił Nancy podchodząc bliżej i cmokając go lekko w policzek.
Kyle przytulił go nagle, przyciągając do siebie.
- Tak… by było świetnie..
Nancy uśmiechnął się do siebie, głaszcząc go po plecach.
- Nancy… nie zniknij mi kiedyś…? – powiedział cicho.
- No nie zniknę. – odszepnął chłopiec, przytulając go mocniej. – Za bardzo cię kocham.
Kyle puścił go bez przekonania. Pocałował go jeszcze w policzek.
- Ja… uhm…. pójdę do tego psychologa
Nancy rozjaśnił się jeszcze bardziej.
- To świetnie! – powiedział z entuzjazmem, ściskając jego dłoń.
Kyle uśmiechnął się lekko.
- I ..no, postaram się przestać… bo ja bym chciał… – powiedział z rosnącym nowym postanowieniem.
- Pomogę ci. W miarę możliwości. – obiecał Nancy, głaszcząc lekko jego dłoń. Wszystko szło ku lepszemu, jak dobrze!
- Jesteś kochany. – westchnął całując go znowu i odprężając się gorącym prysznicem.
- Staram się. – odparł Nancy namaczając swoją gąbkę. – Umyć ci plecy?
- Mhm… – powiedział odwracając się ze spokojnym uśmiechem – nie wiem tylko czym na to zasługuję.
Nancy parsknął śmiechem.
- Na umycie pleców? Pewnie tym, że zaraz mi się odwdzięczysz! – powiedział nakładając na gąbkę żel i zaczynając masować nią plecy chłopaka.

Jamie rozanielony, jeszcze raz dziękując za najlepsze urodziny świata, odwiózł Neila do domu. Już niedługo potem, z malinką na szyi i torbą przewieszoną przez ramię zawitał w domu.
- Uch! Ale zimno! Mamo! Już jestem! Co na obiad? – krzyknął z korytarza.
- Cześć synku! – Mama wyleciała z kuchni w fartuszku i różowych gumowych rękawicach, by pocałować go na powitanie. – Miło spędziłeś czas?
- O tak. – uśmiechnął się szeroko. – Patricia oprowadziła mnie po Pittsburgu, byliśmy w muzeum i w parku, a w sylwestra u jej znajomych w domu. – odwiesił kurtkę i zdjął buty.
- To fantastycznie! – ucieszyła się Mama Walker. – Musisz mi więcej opowiedzieć o tej młodej damie!
- Y, no tak, pewnie. Przy obiedzie najlepiej. – poszedł za nią. – pomóc ci z czymś?
- Nie nie kochanie, zmęczony jesteś na pewno! Zaraz dam ci pyszny obiadek! – pospieszyła do kuchni, z której unosiły się smakowite zapachy.
- Mmm, jedliśmy w restauracji, ale i tak się stęskniłem za twoim gotowaniem. – uśmiechnął się wchodząc do salonu. Lubił wspólne posiłki z rodziną. Było jednak jakoś tak cicho i pusto.
Chłopak rozejrzał się.
- Kathy jest w domu? – zawołał do kuchni.
- Nie, nocuje dziś u koleżanki! – odkrzyknęła mama.
Jamie przetworzył to w głowie na ‘śpi z Heilem”.
- A tata?
- Pojechał do znajomych na sylwestra, ale pewnie niedługo wróci.
- a.a… – zgasił się nieco – uhm… – aż bolało go to pytanie. Wszedł do kuchni. – i nie pojechaliście razem?
- E…nie nie…wiesz, że ja nie lubię wyjeżdżać poza dom. – odpowiedziała po chwili.
- No tak. – powiedział całując ją w policzek. – To co na obiad?
- Pieczeń, purre i warzywa na parze. Nakryjesz nam do stołu? Już się nie wyrobiłam.
- Pewnie. – Uśmiechnął się, sięgając talerze i sztucce. – Uwielbiam pieczeń. Pat też dobrze gotuje.
- Tak? – mama aż się rozpogodziła. – Trudno dziś znaleźć taką porządną dziewczynę, której nie tylko fiu-bździu w głowie!
- Noo… – przygotował stół. – I ma sympatycznych przyjaciół. Poznałem ich na prywatce w sylwestra. – w sumie jednak z każdą chwilą tracił humor. Takie kłamanie do niczego nie prowadziło. Ech. To jakby coś mówił i w ogóle na nawiązywał porozumienia.
- A jej rodzice? To porządni ludzie? – Mama najwyraźniej już sondowała rodzinę ewentualnej kandydatki na żonę pierworodnego.
Wniosła placek z wiśniami.
- Tak… – usiadł przy stole. – prowadzą sklep. – zaczął się martwić czy zapamięta to wszystko.
- Jaki? – Wszystko zostało już podane i mama właśnie nakładała sobie purre.
Jamie zrobił to samo, nakładając sobie furę jedzenia.
- Z y.. Abercrombie*. Filię Abercrombie w jednym z centrów handlowych.
- Oo! No to też sytuację finansową mają nienajgorszą… – ucieszyła się mama. Część kosztów ewentualnego slubu z głowy.
- No… – spojrzał na nią dziwnie. – możliwe, że na wakacje też z nią gdzieś pojadę jak tak omawialiśmy.
- Oh…ylko czy to tak wypada…? – zatroskała się pani Walker. – Chyba, że z grupą…
- N..no tak… pod namiot na przykład z całą resztą moich przyjaciół stąd.
- a, dobrze, dobrze… wiesz, nie chciałabym jakichś nieprzyjemnych sytuacji…
- Oczywiście mamo. – uśmiechnął się zajadając – Nie chciałbym, żebyś się źle czuła.
- Mój syneczek! Jesteś taki kochany! – spojrzała na niego czule. On jeden w tej rodzinie prawie nie przysparzał jej zmartwień. Nawet tamto z tym pederastą okazało się jednak pomyłką, skoro Jamie miał dziewczynę z którą mu się dobrze układało…
Chłopak uśmiechnął się promiennie.

*

Neil wyjrzał przez okno. Spod chmur było już widać drapacze chmur na Manhattanie i widok ten wprawił go w niewiarygodnie wręcz dobry nastrój.
- Zobacz Gina, jaki super widok!
- No, pewnie. – powiedziała sucho i niezbyt podekscytowana.
- Ej, Gina, nie cieszysz się? – zdziwił się chłopak. Przecież szkolne wycieczki to było coś wspaniałego.
- E tam. – spojrzała tylko chwilę przez okno. – I tak wszystko pewnie drogie bedzie.
- Oż nie przesadzaj; Nowy Jork jest super! – Neil był cały ucieszony perspektywą zobaczenia przyjaciół i wprowadzenia jego i pana Maroona misternego planu.
W tym momencie Gina niemal krzyknęła i tylko resztką siły woli się powstrzymała, wgapiając w pazur na palcu Neila. Czemu nie skojarzyła go wcześniej!?
- Neil! Skąd to masz!? – puknęła jego biżuterię.
- Y…kupiłem, a czemu pytasz…? – odparł machinalnie.
Gina uniosła brew.
- Neil. Jest tylko jeden taki pazur, bo to wyrób artystyczny, który był w sklepie w naszym mieście. I kupił go jakiś jock dla swojej dziewczyny. Raczej wiedział co kupuje, wydając tyle kasy, więc wątpię, żeby go odsprzedała albo co… – zmarszczyła brwi.
- Y… nie czaje… – powiedział Neil udając wariata. Bosh, dlaczego ona musiała zawsze WSZYSTKO wiedzieć?
- Sprzedawca to mój kumpel. – powiedziała mrużąc oczy. – mówił mi jak przed świętami zawitał do sklepu jakiś wyraźnie zagubiony jock i wybierał prezent dla swojej dziewczyny. W *granatowych włosach*, która lubi *srebrne* ubrania…. – uniosła brew, bo trochę jej się to zaczęło zbierac w całośc.
- Nie wiem o czym mówisz! – zaśmiał się Neil. – Kupiłem go na eBayu.
- Hmm…. – przygryzła wargę. – Ile kosztował?
- 120. – zaryzykował.
- Czemu ta dziewczyna sprzedałaby go tak tanio, kilka dni po tym jak go dostała? – Gina uniosła brew. – Chyba jej się naprawdę nie spodobał.
- A skąd ja mam to wiedzieć? Co to w ogóle za egzamin…?
Gina pokwaśniała.
- Tak tylko pytam… po prostu mi zaświtało przez chwilę. Bo to w sumie podejrzane, że taki przystojniak jak ty tak długo nie ma faceta. A sam mówiłeś, że lubisz takich męskich facetów.
Neil przełknął ślinę. Głupio mu było ją tak okłamywać, ale obiecał Jamiemu…
- Chcę trochę odpocząć teraz, to takie dziwne?
- No dobra, jak tam sobie chcesz. – wzruszyła ramionami, ale i tak odruchowo podążyła wzrokiem tam gdzie siedzieli futboliści.
Neil znów wgapił się dla niepoznaki w miasto za oknem. Uch musiał bardziej uważać. Zatkał nos i dmuchnął, by odetkały mu się uszy; już lądowali.

Jamie wszedł do pokoju do którego go przydzielono i momentalnie nabrał wody w usta. Neila się spodziewał, ale Randal!? Jeez! Położył swoje torby bez słowa przy łóżku
- Yo, mnie sie przecież nie musicie krępować. – Randal podrzucał nad sobą piłeczkę do tenisa.
Jamie uśmiechnął się jakoś tak sztywno, powoli czując jak rumieniec wspina mu się po szyi.
- Ej, Jamie, gotuj się na wielką wyprawę moimi szlakami! – usmiechnął się Neil wyginając sie. – Za godzinę stąd pryskamy!
- Hmm? To znaczy dokąd?
- No spotkać moich przyjaciół! – uśmiechnął się chłopak wesoło.
- I rozumiem, że to już uzgodnione i z Maroonem i Randalem? – uniósł brew.
- Dokładnie!
- Zatruliście się obaj przecierem z marchwii. – dodał Randall.
- aa…. – pokiwał głową nieprzekonany. – no to… spoko… to się przebrać muszę – powiedział otwierajac torbę.
- Pewnie, pewnie! – Neil aż kipiał z podekscytowania i teraz coraz to przymierzał dodatki.
Jamie ściągnął koszulkę i zaczął szukać innej. Randal wgapił się w niego bezwstydnie. Nagle dostał koszulką prosto w twarz.
- Ej, pilnuj swoich widoków! – zasmiał się Neil.
- No co?! – zaśmiał się – nieczęsto przebiera się przed tobą kapitan drużyny futbolowej. – zachichotał, siadając na swoim łóżku.
Jamie spojrzał na nich obu z rezygnacją.
- Nie patrz się, ty świnio! – zachichotał Neil przyskakując do Randalla i zasłaniając mu oczy.
- Jamie, zdejmij więcej! – nie przestawał się śmiać, mocując z rękoma Neila.
Blondyn zaczerwienił się jeszcze bardziej. Jeez. Za co go to spotyka?! Zupełnie ich zignorował, szukając odpowiedniej (= obcisłej) koszulki.
- Ej, Randal, przestań!
- No dobra, dobra. – prychnął – masz takie mięsko i się nawet widokiem dzielić nie chcesz.
- Ej no, nie nazywaj go tak! – Neil poirytowany wypłazował go dłonią.
- A jak mam nazywać? – przewrócił oczami.
Jamie rzucił im jeszcze nieco zirytowane spojrzenie i ostentacyjnie zabrał rzeczy na przebranie do łazienki.
- Nie mów o nim jak o rzeczy, nie podoba mi się to!
Randal odczekał aż Jamie zamknie drzwi. Pochylił się konspiracyjnie do Neila.
- Ja tylko żartowałem. Zresztą powiedz mi tylko jeszcze jedną rzecz… ma dużego? – zachichotał.
-Ej no… – Neil mimowolnie poczerwieniał i zachichotał. – Nie mogę mówić o takich rzeczach!
- Oczywiście, że możesz. – uśmiechnął się radośnie. – Ja daję wam możliwość się wymknąć dzisiaj przecież.
- Ale to nie fair… – jęknął Neil.
- No dobra. – westchnął – skoro ma tak małego, że nie chcesz o tym mówic. – wytknął język.
- Oż! – Nil przewrócił oczyma. – No ok… ma wielkiego. – mrugnął. – A tylko spróbuj komukolwiek wypaplać…!
Randal zachichotał zadowolony z siebie.

Kiedy Jamie i Neil się wyślizgnęli było około 1 po południu. Neil; wydawał się niezwykle ucieszony znanym otoczeniem; poruszał się w swoich ulubionych koturnach na obcasie jak prawdziwa królowa, pewnie prowadząc kochanka przez kolejne ulice. Co jakiś czas mu coś pokazywał i opowiadał jakąś związaną z tym historię.
Jamie szedł obok niego, raczej milczący, słuchając go i uśmiechając się od czasu do czasu.
W pewnym momencie skręcili i Jamie zaczął zauważać coś dziwnego: mijali ich trzymający się za ręce mężczyźni i kobiety. Naraz omal nie wpadł na kobietę z długą, splecioną w warkoczyki, brodą.
Blondyn starał się tego nie okazywać, ale nie mógł się powtrzymać, czasem się zagapiał, a na pewno wyglądał na wyraźnie zagubionego i nie na miejscu.
W pewnym momencie poczuł, że Neil delikatnie bierze go za rękę. Jak bardzo się nie starał, Jamiego zdradzała twarz. Momentalnie zaczął buraczeć i cofnął lekko rękę.
- Hm? O co chodzi? To gejowska dzielnica… – stropił się Neil, za którym w tym momencie wyraźnie obrócił się jakiś zakolczykowany koleś.
- Uhm.. no nie wiem… to normalni ludzie tutaj nie chodzą? – spytał naiwnie, nadal nieprzekonany.
- Raczej nie c nietolerancyjni. – uśmiechnął się Neil.
Można było powiedzieć, że w takich momentach Jamie był słodki jak nastoletnia dziewica. Złapał go niepewnie, samymi palcami.
- I uhm… no, tak.. *cała* dzielnica?
- Parę dużych ulic, ale mówi się dzielnica… – granatowowłosy uszczęśliwiony uścisnął jego dłoń, idąc pewnie przed siebie. Jamie czuł się dziwnie, ale miał głębokie postanowienie nie pokazywać, że się czemuś dziwi.
- Aa.. no, aha… czyli co tutaj jest?
- Kluby, kawiarnie… w ogóle knajpy… różne sklepy, księgarnie… wszystko. – uśmiechnął się do niego słodko. – O, już dochodzimy.
- Dokąd?
- Jesteśmy umówieni pod tamtą dużą latarnią. – wskazał miejsce.
Jamie zamrugał pytająco oczami.
- Hm? Z kim?
- Poznasz moich oprzyjaciół!
Jamie przełknął ślinę.
Nim doszli, przed Neilem wyrósł wysoki i bardzo chudy brunet w jaskrawozółtym podkoszulku, który pisnął głośno:
- Ach, Malgorzato!
Neil przez chwilę nie zajarzył, ale puścił Jamiego i objął chłopaka.
- Ach, Felicjo! – zapiszczał. Nastąpiło rytualne całowanie powietrza przy policzkach.
Jamie aż otworzył szerzej oczy w trwodze. Boże. “Gdzie ja jestem!?”. Zagapił się głupio.
Neil odwrócił się do niego ze śmiechem, ciągnąc za sobą “Felicję”.
- To mój facet! – przedstawił wskazując na Jamiego. – Jamie, to Peter.
Jamie chyba jeszcze nigdy w życiu nie uśmiechnął się tak sztywno. Wyciągnął do chłopaka dłoń.
- Cześć…
- Neil dużo o tobie opowiadał, złotko! – Peter był maksymalnie przegięty.
- Yyy.. tak? A co mówił? – zaśmiał się niepewnie.
- Prawdę. – odparł Peter lustrując go od stóp do głów.
Jamie uśmiechnął się, niebardzo wiedząc co to znaczyło i ile Neil opowiadał swojemu przyjacielowi. Poza tym, mimo wszystko czuł się nieco zakłopotany.
- Że mam poczucie humoru i jestem skromny?
- Oh nie, nie mówił, że jesteś skromny! – zachiochotał Peter.
Neil chciał mu chyba zamknąć dziób, ale w tym momencie ktoś na niego wleciał.
Okazało się, że nie przypadkiem dostał z barku od krótko ostrzyżonej dziewczyny, która teraz uśmiechnęła się szeroko.
- Kopę lat Neil!
- Nelly! Jak się masz?! – ucieszył się, ściskając ją mocno.
Jamie zapatrzył się chwilę, zastanawiając czy to dziewczyna czy chłopak.
- Świetnie! Nadal jestem z Karen, zresztą gdzieś tu się kręci.. – rozejrzała się, a po chwili podeszla do nich szczupła długowłosa latynoska.
- Czesc Neil! – uściskała chłopaka. Jamie zagapił się na jej duży biust. Nie żeby go to kręciło, ale tak jakoś, z przyzwyczajenia. Neil podskoczył do niego, obejmując go za ramię.
- To mój facet! – powiedział z nieskrywaną dumą. – A to jest Nelly, moja przyjaciółka i jej dziewczyna, Karen.
Jamie uśmiechnął się lekko. Cudem ugryzł się w język zanim spytał czemu taka dziewczyna jak Karen jest lesbą.
- Hej…
Obie dziewczyny podały mu ręce.
- To co? Idziemy do Berry’ego? – rzuciła Karen.
Jamie spojrzał na Neila pytająco. Nadal w sumie gapiąc się kątem oka na Karen. W sumie nie znał żadnych lesbijek.
- To jakaś kawiarnia czy coś?… – czył się nieco przytłoczony tym towarzystwem.
- Taka knajpa, dobra na lunch. – powiedział z uśmiechem, cmokając go leciutko w policzek. – To co? Idziemy?
Jako że wszyscy się zgodzili weszli do przyjemnego, jasnego lokalu ulicę dalej i zajęli duży okrągły stół.
Właściwie Jamiego najbardziej uderzało, że dla wszystkich te całusy i trzymanie za rękę było normalne. Jakiś taki cichy się zrobił.
- Zamawiamy jakoś razem pizzę a przykład? – Nelly uśmiechnęła się szeroko.
- Ja lubię tu wszystko, więc jego pytać. – roześmiał się Neil, kładąc głowę na ramieniu blondyna.
- A jakie duże mają te pizze tutaj? – spytał nadal nie czując się swobodnie, ale naprawdę starając.
- No takie średnie… – powiedziała Nelly – jakies 30cm.
- To wezmiemy dwie? – spojrzał na Neila
- Um…ja to chcę pół… – zakłopotał się Neil. – wystarczy ci półtora, słońce?
Jamie zastanawiał się poważnie tak długą chwilę, że aż Karen parsknęła śmiechem.
- No tak… wystarczy… – powiedział Jamie trochę zakłopotany. Karen uznała, że wypadało coś zagadać do nowego faceta Neila, bo pewnie czuł się trochę obco.
- Gdzie ty to spalasz? – zaśmiała się.
- Sportowcem jest… – zamruczał Neil z uśmiechem.
Peter wędrował z lubością wzrokiem po jego rysujących się pod koszulką, mięśniach.
- Mhm, gram w football. Trener nawet nam zaleca mnóstwo jedzenia, żebyśmy nie tracili masy.
Nelly uśmiechnęła się.
- Ja trenuje kickboxing. Tam akurat to nie jest tak ważne.
- A ja… trenuję tylko wiadomy sport! – zachichotał Peter, machając radośnie chudymi ramionami.
- Jamie świetnie gra w football, jest kapitanem drużyny! – uśmiechnął się Neil. – Aż zacząłem na mecze chodzić przez niego!
Jamie po raz kolejny ugryzł się w język i nie skomentował dziewczyny trenującej kickboxing. Uśmiechnął się do Neila, rosnąc trochę na odwadze w wypowiadaniu się.
- Jeszcze trochę, a zostanie cheerleaderką. – potrząsnął głową.
- Ja już raz byłem cheerliderką…!
- Aha, chyba na tylnym siedzeniu mojego samochodu. – prychnął odruchowo, a dziewczyny roześmiały się głośno.
- Ach, jakiś ty niedyskretny! – parsknął śmiechem Neil, szturchając go lekko.
- Ogolił chociaż nogi? – zachichotał Peter, szczerząc się do nich. Jamie zamrugał.
- Nie pamiętam. – powiedział poważnie, wzbudzając znowu śmiech Karen.
- No i to jest prawdziwy facet: nie pamięta… – westchnął Neil teatralnie. – A ja się tak z woskiem namęczyłem…
Jamie uśmiechnął się się szerzej. Nagle jakby zreflektował.
- A wy golicie nogi? – spytał dziewczyn.
Nelly aż zamrugała tak ją zatkało w pierwszym momencie. Neil spojrzał na niego zaskoczony, ale potem wybuchnął śmiechem. Jamie speszył się nieco. Karen uśmiechnęła się ciepło.
- No pewnie, co to za pytanie wogóle?
- Nie no, uhm… – Neil otarł oczy, obejmując Jamiego. – Jamie dopiero niedawno się odkrył no i… może pewnych rzeczy jeszcze nie wiedzieć, no…
Blondyn wgapił się gdzieś w stojącą obok roślinkę, czując jak rumieniec wspina mu sie po karku.
- Aaa.. nie no, pewnie, pytaj do woli. – zaśmiała się pogodnie. – ja nogi golę, nie wiem jak Karen… – nie zdążyła skończyć bo latynoska puknęła ją w ramię ze śmiechem.
- Ja też.
- I ja. – przyznał Peter.
Jamie uśmiechnął się lekko w swój talerz, zażenowany.
- Ej Neil, to może powiedz gdzie wychaczyłeś takiego przystojniaka. – mrugnęła do Jamesa.
- A to nie pisałem, że w szkole?! – Neil wydawał się zbulwesrowany swoim ewentualnym pominięciem.
- No niby tak… – zaczęła Karen, – ale gdzie ty, wielki sportsmen mogłeś poznać Jamiego?
Neil zachichotał i zerknął na blondyna.
- Opowiesz, przystojniaku, gdzie cię wyhaczyłem?
Jamie uśmiechnął sie pod nosem na wspomnienie.
- No najpierw to się pobiliśmy. – pokręcił głową.
- Ja zawsze mówiłam, że z Malgorzaty to dobra kobieta nie będzie… – skomentował Peter.
- No i.. jakoś tak się czasem spotykaliśmy i uhm… ja się rozstałem z moją dziewczyną… – Boże. Sam nie wiedział jak do tego doszło.
- Ja cały czas myślałem, że Jamie jest hetero… do czasu aż się na mnie rzucił podczas sprzątania klasy… – cmoknął go w policzek. – Ale mnie wtedy zaskoczyłeś…
Jamie uroczo poczerwieniał.
- Ja jakby no… też myślałem. – dokończył płasko. – I chyba Neil to zmienił.
- A myślałeś o tym, zanim to zrobiłeś? – spytał Neil cicho, patrząc mu w oczy.
- No … nie, nie, że wogóle, ale, że *ja* nie. – powiedział mało składnie.
- Aww… czyli Neil to twój pierwszy facet? – Karen uśmiechnęła się słodko.
- No i w sumie… potem się to jakoś potoczyło, nie? – cmoknął go leciutko.
- No tak.. trochę wyboiście… – zaśmiał się cicho – ale jakoś minęło prawie pół roku. – Nadal nie mógł sie pozbyć tego uczucia, że to niewłaściwe, że Neil go całuje przy innych ludziach. – Mamy trochę wspólnych zainteresowań…
- I jestem najszczęśliwszy na świecie. – skwitował Neil.
Jamie uśmiechnął się szerzej, patrząc na niego troszkę zaskoczony.
- No i oboje lubimy ten sam sport co Peter. – roześmiał się.
- Oj przestań, bo się zawstydzę! – zachichotał Neil, przytulając się do niego.
Jamie objął go niepewnie ramieniem, ale na krótko, bo po chwili przyniesli pizzę. Neil i jego przyjaciele nadrabiali długi czas niewidzenia się, plotkując trochę i starając się włączyć w to Jamiego. Neil już skończyl jeść i teraz w najlepsze popijał colę z lodami. Jamie starał się zachowywać normalnie, mimo, że to go wszystko krępowało w jakiś sposób. Wydawało mu się jakieś nierealne i nienormalne. Aż bał się o coś pytać, żeby nie wyjść na idiotę.
I tak sobie w tym trwał, gdy nagle ktoś… dosiadł się do nich tuż obok Neila i spytał co u niego.
Jamie aż odgarnął włosy z oczu, patrząc na nową osobę. Był to mężczyzna w wieku trzydziestuparu lat, z zaczesanymi elegancko jasnymi włosami, w doskonale skrojonym garniturze, w okularach drogiej i bardzo znanej firmy. Pochylił się lekko nad stołem, odstawiając aktówkę na podłogę i spojrzał na zdezorientowanego Neila, kładąc rękę na oparciu za nim.
- Y…co tu robisz? – wydukał granatowowłosy.
James aż zamrugał oczami, zagapiając się w pierwszym momencie. Przysunął się bliżej do Neila.
- Ej, koleś! Kim jesteś? – chyba po raz pierwszy poczuł się tak w stosunku do Neila, jakby ktoś wchodził na jego teren. Mężczyzna całkowicie go zignorował i pochylił głowę, by móc lepioej spojrzeć Neilowi w twarz. Położył rękę na jego dłoni.
- Myślałem, że wyjechałeś…Wszystko u ciebie w porządku? Nie brakuje ci czegoś?
- N…nie… w sumie to nie mam teraz czasu…
- Facet mówię do ciebie! – złapał go za rękę. – Czego by mu niby miało brakować?! – warknął czując się coraz bardziej zaczepnie. Reszta stolika dyplomatycznie milczała.
- Ale ja do ciebie nie mówię. – odpowiedział facet z lodowatym spokojem. – Mam wezwać ochronę?
Neil poczerwieniał.
- Ej, Timothy, idź sobie! W ogóle odpuść sobie wreszcie!
- Neil? Kto to jest? – mruknął z rosnącą złością.
- Mój osobisty stalker. – mruknął Neil, patrząc na mężczyznę niechętnie, czując się trochę pewniej z Jamiem u boku. – I jak zaraz stąd nie zniknie, to JA wezwę ochronę!
- Słyszysz to, *Timothy*? – pchnął go zaczepnie w ramię.
Mężczyzna prychnął, biorąc w dłoń aktówkę.
- Nie dotykaj mnie, małpoludzie! – wstał, otrzepując marynarkę, w miejscu, gdzie dotknął ją Jamie. – Tak to jest, jak się tylko o seksie myśli! – spojrzał na Neila niemal z pogardą. – Ale że tak nisko upadniesz…
- Spływaj! – burknął Neil.
- Jak do mnie kurwa mówisz eleganciku?! – warknął wstając. – Spróbuj jeszcze tylko coś powiedzieć do Neila! – syknął.
Timothy poprawił wyniośle krawat, rzucając mu spojrzenie wyraźnie mówiące, że ma go za śmiecia. Ale w zasadzie zaraz ruszył do wyjścia. Neil opadl na oparcie jakby uszło z niego powietrze. Jamie odwrócił się do Neila, siadając spowrotem obok niego.
- Kto to był do cholery!? – po części odezwał się do reszty, która jak się wydawało, znała faceta.
- To był uhm… były Neila… – odezwał się po chwili Peter… – Musiał chłopak przez niego numer telefonu zmieniać…
Neil siedział sztywno, zagryzając wargę; najwyraźniej nadal nie mógł tego wszystkiego przeżyć.
- Często się tak czepia?! – spytał już bezpośrednio Petera. Testosteron z niego parował.
- Nooo… się czepiał… ale jak Neil wyjechał to już nikt mu nie podał nowego adresu…
- Te, Neil, – puknął go lekko i z zadziwiającą na siebie delikatnością w ramię. – I tak sobie pozwalałeś na to? Albo czemu wogóle byłeś z takim starym dupkiem?
Neil zaczerwienił się i wzruszył ramionami.
- Nie wiem…wtedy się wydawał fajny…
Jamie objął go zaborczo ramieniem.
- I czego byś niby miał potrzebować, że się pytał palant? – warknął do Neila, ale po części tak do siebie, zaczynając jeść pizzę.
Neil przytulił się do niego niemal odruchowo.
- Nie wiem, ale znając jego to pewnie kasy…
- Albo ciuchów i błyskotek! – zakpił Peter zapalajac papierosa.
Jamie spojrzał na Neila czujnie, a kilka trybików zaczęło mu kołatać w głowie, nie miał jednak zamiaru ich wywlekać przy stoliku z obcymi. Kontynuował jedzenie pizzy w milczeniu, patrząc się znowu ciekawsko na Karen. Nadal nie mógł tego zrozumieć. Niby sam też tak miał, że “jest przystojny, to czemu jest homo?”, ale i tak nie mogl zrozumieć czemu taka piękna dziewczyna była lesbijką.
Atmosfera przy stoliku nadal była dość napięta, mimo wysiłków Petera by ją jakoś polepszyć.
- Um, a nie wiecie, czy jest jakaś gay impreza alternatywna? – spytał Neil w końcu też chcąc zmienić temat.
- Taa, będę na niej bardzo *alternatywny* – mruknął Jamie nieco markotnie, pałaszując powoli i systematycznie.
- Jak chcesz, innego dnia, pójdziemy na normalną… ale chcę ci pokazać na jakie najchętniej chodzę… – usmiechnął się do niego lekko.

- Nie no, spoko. – wzruszył ramionami. – Jestem ciekawy. Ty też chodzisz na takie imprezy Peter?
- Ja? – Peter aż się wzdrygnął. – A nigdy w życiu! Ja to prosta kobieta jestem! Kwiaty we włosy wepnę i mogę kiecą wywijać przy jakiejś melodyjnej muzyce…
Jamie uśmiechnął się lekko.
- Tak myślałem. To z kim chodziłeś w NY na takie imprezy? – uśmiechnął się szerzej, ale naprawdę był ciekawy co mu Neil powie.
- A… zazwyczaj sam albo z hetero kumplami najczęściej w sumie…
Dziewczyny w tym czasie rozmawiały o czymś po cichu między sobą, pojadając pizzę.
- Neil, ty masz jakichś hetero kumpli? – parsknął śmiechem. Gdyby Neil nie znał Jamiego lepiej, mógłby to uznać za obelgę.
- No mam, takich alternative właśnie. – uśmiechnął się. – Se nie myśl, że się do homo ograniczam!
- I oni chcą z tobą spędzać czas? – spytał jakby to było oczywiste pytanie. Nelly spojrzała na niego dziwnie kątem oka.
- Jasne, wiesz przecież jaki jestem wspaniały…
- No tak, na chwilę zapomniałem. – przewrócił oczami, zabierając się za drugą pizzę, której należała mu się połowa.
Karen parsknęła śmiechem.
- Twój facet jest przesłodki, Malgorzatoo! – uśmiechnął się Peter, odchylając się do tyłu. – W łóżku wykazuje się podobną słodyczą?
Jamie przewrócił oczami, rumieniąc się.
- W łóżku jestem zwierzęciem, a nie “słodki”. – przewrócił oczami, mówiąc z pełnymi ustami.
- Króliczkiem? Słodkie z nich zwierzątka! – zachichotał Peter piskliwie.
Neil też się uśmiechnął, obejmując Jamiego.
- Ale jakim pożytecznym zwierzęciem… – zamruczał.
- Pożyteczna to jest koza. – powiedział kwaśno. – A ja jestem kapitanem drużyny Byków.
Neil parsknął śmiechem, ale pocałował go w policzek.
- Oj wiesz, co mam na myśli…nie wkurzaj się…
- Nie wkurzam, tylko mówię. – wzruszył ramionami, biorąc kolejny kawałek pizzy. Zaczynał się dziwnie czuć. Jak jakiś kurde wieśniak wśród wielkowiastowych ludzi z Nowego Yorku.
- Kochanie, smakuje ci?
Jamie uśmiechnął się lekko.
- Mhm.. naprawdę pyszna. Lubię takie z wieloma rodzajami mięsa.
Nelly skrzywiła się lekko.
- Nie przeszkadza ci, że ta tkanka na twoim talerzu kiedyś żyła?
Jamie uniósł brew.
- Nie.
- Mnie też nie! – powiedział Neil, biorąc z pizzy chłopaka kawałek mięsa i pakując go sobie do ust, uśmiechnął się do dziewczyny z lubością.
Karen odwróciła jej głowę szybko dłonią i pocałowała lekko.
- Przecież wiesz, że Neil to barbarzyńca. – zaśmiała się.
Jamie się zagapił.
- Powinnaś wiedzieć, stara szkapo! – zaśmiał się Peter. – Malgorzata niczego się nie boi! Nawet ptasiej grypy z tego kurczaka, co go przed chwilą przeżuła!
- Zawsze tak mówicie… znaczy damskimi imionami? – uniósł brew.
- To taki prywatny żart. – uśmiechnął się Neil. – Bo widzisz, Felice to dama, nie chce się splamić swoją męskością…
- Yyy.. nie rozumiem? – zlustrował chłopaka dosyć przenikliwym spojrzeniem.
- Krótko mówiąc jest starą ciotką. – roześmiał się granatowowłosy, mrugając do przyjaciela.
James spojrzał to na jednego, to na drugiego.
- I cię to nie obraża? – spytał Petera poważnie.
- Och nie… -przegiął się Peter. – To ja.
- W sensie… chcesz być dziewczyną? – słyszał o takich ludziach.
- Ja jestem Damą, nie dziewczyną! – uniósł się dumą.
- Ee.. czyli starą babą?
- Oh nie… – Peter załamał ręce.
- On jest taką dziewczyną jaką jest i nic nie chce zmieniać. – wyjaśnił Neil z lekkim uśmiechem.
- Czy twój facet jest zawsze tak rozkosznie nieświadomy? – zachichotała Karen.
Jamie przygryzł wargę.
- Nie no, jest wiele chwil, w których jest BARDZO światomy! – Neil uśmiechnął się do blondyna zmysłowo. – Ale nie zna się na kwestiach mniejszości.
Jamie uśmiechną się do Neila lekko. Neil uniósł się odrobinę, by cmoknąć go leciutko w usta, lekko usmarowane sosem pomidorowym. Jamie odwzajemnił pocałunek z rosnącym uśmiechem.
- Aww.. jakie z was słodziaki. – powiedziała radośnie Karen. – Tak dobrze, że wreszcie nie trafił ci się kolejny psychol Neil.
- Uhm… – chłopak uśmiechnął się słodko, przytulając się do ramienia Jamiego. – On jest najlepszy na świecie…
Jamie uśmiechnął się szerzej, biorąc ostatni kawałek pizzy, tak, że Neil w sumie zjadł tylko 1/3. Nelly uśmiechnęła się do nich lekko. Może i James był dość prostym chłopakiem, ale może to i lepiej dla Neila. Nie będzie mu robił jakiś głupich problemów, a jeśli się zakocha lub już jest zakochany, to pewnie będzie wierny. Peter spojrzał na zegarek.
- No, drodzy państwo, zadzieram kiecę i lecę! – uśmiechnął się, wstając. – Muszę wracać do pracy. – ucałował dziewczyny, po czym wyszedł za stołu i cmoknął Neila. Jamiemu podał rękę. – Miło było poznać.
- Mi też – uśmiechnął się lekko, ściskając mu rękę.
- No to pa laski! – wyszczerzył się, machając do nich, po czym szybkim krokiem wyszedł.
- Co on teraz robi? – zainteresował się Neil.
- Robi w stockach.
- Uhn…
- W czym? – spytał Jamie pijąc Colę przez fikuśną słomeczkę.
- To takie zdjęcia… hmm, jakby tu… pozujesz do takich jakby scenek a potem podpisujesz zgodę, że może się to w dowolnej publikacji ukazać, no… – wyjaśnił Neil pokrętnie.
- Aaa.. bo przez chwilę myślałem, że jest maklerem. – zaśmiał się.
- A niee, gdzie tam! – cała trójka się roześmiała. – Ze ścisłych zawsze same dwóje miał! – skwitował Neil.

c.d.n.

**************

* Abercrombie and Fitch – Firma dla szpanerskich amerykańskich nastolatków, niemal słynąca z czarnobiałych zdjęć, cudownych amerykańskich chłopców. Półnagich młodych bogów. Często w bardzo homoerotycznych sytuacjach z rodzaju wspólnego tarzania się w błocie podczas futbolu itp.

Widziałam modela Abercrombie na żywo w Londynie. Faktycznie chodzą w sklepie bez koszulek. Był wyższy ode mnie o ponad głowę! A mam 1.7m! Był strasznie onieśmielający :D
Ulubiona firma Jamiego :D

One thought on “American High 26 – New York, New York, a wonderful town!

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s