Jak wyglądałby obóz harcerski w fantazji Johna Smitha z True Virgin Blood?
(+18!!!!!! :P )
(Adnotacja: Chłopcy z obozu Johna, mają 16-17 lat, nie mniej ;) )
Słońce wstawało nad lasem, uśmiechając się do stojącego na warcie skauta, ładnego blondynka w zdecydowanie za małym mundurku. Krótkie spodenki niemal obciskały jego tyłek, bardzo kształtny zresztą. Skaut popatrzył po namiotach kolegów, po czym zwrócił wzrok ku dużemu namiotowi, w którym spał druh drużynowy John. Aż sobie westchnął. Drużynowy był prawdziwym wzorem i mentorem dla wszystkich uczestników obozu. Zawsze miał na wszystko gotową odpowiedź, zawsze potrafił postawić krnąbrne jednostki do pionu… prawdziwy skautmistrz.
John Smith, harcmistrz i mężczyzna o wielu talentach obudził się z pierwszymi promieniami słońca. Ach. Kolejny wyczerpujący dzień obozu treningowego dla przyszłych druhów. Powoli wyszedł przed swój namiot, dopinając przed nim guziki munduru, na swojej umięśnionej klatce piersiowej. Miał średniej długości ciemne włosy, zaczesane schludnie w tył. Zrobił parę kroków w stronę wartownika i uśmiechnął się do niego promiennie.
- Czas zasygnalizować pobudkę. – Wręczył chłopakowi trąbkę. Skaut uśmiechnął się do niego nieśmiało, po czym odwrócił się musztrowo tyłem do niego i zatrąbił, wkładając w to całą siłę i serce. aż się napiął, wydobywając z instrumentu czysty, głośny dźwięk. W namiotach od razu dało się słyszeć poruszenie; wszyscy się ubierali.
John spojrzał z zamiłowaniem na jego ściśnięte pośladki.
- Bardzo dobrze… – zamruczał. – Mamy w końcu dziś wiele do zrobienia.
W przeciągu kilku minut harcerze ustawili się przed nim w szeregu. Podobnie jak wartownik, mieli zdecydowanie za małe mundurki, ale wszyscy byli też przystojnymi młodzieńcami. Jeszcze dwóch osób brakowało: zastępcy drużynowego, Siergieja (choć to akurat było dość standardowe) i nowego członka drużyny, Dylana. No i był jeszcze kucharz – Tekke. Ale on nie wliczał się w ‘skautów’ i zwykle spał do południa.
- Baaaczność! – powiedział głośno John. Wszyscy skauci wyprostowali się prężąc dumnie piersi i obciśnięte spodenkami krocza. Dylan przyczłapał z namiotu z rozpuszczonymi, rudymi włosami i niechętnie dołączył do szeregu.
- Co to ma znaczyć!? – ryknął na niego John. – Spóźnienie na apel! 20 pompek! – Podszedł do niego żwawym krokiem. Dylan wydął wargi, popatrując na niego z niechęcią, choć jednocześnie obejrzał go sobie z góry na dół, jak zawsze, gdy go widział.
- Zdarza się… – mruknął.
John w przeciwieństwie do reszty miał właściwej wielkości strój. I to z długimi spodniami.
- A jak się zdarza, to 20 pompek.
Dylan zagryzł wargę, ale w końcu opadł na ziemię, zaczynając pompować. Niespecjalnie mu to szło, nic dziwnego; w końcu był nowy. Ale tyłek miał bardzo kształtny i widać było, że wyrośnie na przystojnego mężczyznę.
- Tyłem – powiedział John sucho, obserwując rudego chłopaka. Dylan zerknął na niego pytająco.
- Co?
- Tyłem do drużyny.
Chłopak zwilżył wargi, po czym zmienił pozycję, kontynuując z wysiłkiem. Starał się wypchnąć tyłek ku górze, by nie opadać. Może nie był to najbardziej poprawny sposób na robienie pompek, ale John nie narzekał. Kiedy chłopak skończył, wyprostował się przed nim.
- I zwiąż włosy. Druh Siergiej. – Spojrzał na blondyna. – Zaczynamy od musztry.
Zastępca ziewnął jeszcze i stanął obok drużynowego.
- Baczność! – Dylan syknął, bo właśnie związywał włosy. Skończył więc, nim przyjął odpowiednią pozycję. Reszta skautów patrzyła na niego z pewną rezerwą. Jak można było lekceważyć polecenia w obecności drużynowego Smitha!
- W lewo zwrot! Na przód marsz! – powiedział John autorytatywnie i cały zastęp ruszył.
Maszerowali równym krokiem, a Siergiej zaintonował piosenkę o harcerskim życiu, zapasach na poszyciu leśnym oraz nagich kąpielach w chłodnym jeziorze. Wiedział, jakie melodie ucieszą uszy drużynowego. John szedł na końcu, ukontentowany, obserwując wyjątkowo krótkie spodnie niedorosłych jeszcze chłopaków. Gdy unosili wysoko kolana idąc marszowym krokiem, ukazywały się wyjątkowo pożądane widoki. A zaraz będzie gimnastyka poranna! W tej chwili obserwował tył idącego na końcu rudzielca. Aż się chciało uszczypnąć.
Kiedy doszli nad jezioro pośrodku pięknego, pachnącego lasu, John wyszedł nieco naprzód.
- Drużyna stać! Czas na poranną gimnastykę. – Stanął przy plaży. Wszyscy stanęli, odwracając się do niego. Siergiej ukrył ziewnięcie, stając nieco za drużynowym.
- Rozbierzcie się do bielizny, będzie wszystkim wygodniej i nie przepocicie ubrań – powiedział wyrozumiale, kiwając głową i sam zaczynając rozpinać koszulę.
Skauci zaczęli robić to samo, wpatrując się dyskretnie w umięśnione ciało drużynowego. Chodziły słuchy, że każdego z nich czeka prywatny egzamin w nocy, w namiocie druha Smitha. Wszyscy byli ładnie zbudowani jak na swój wiek. Dylan rzucił ubrania nie składając ich specjalnie i przeciągnął się, niby tylko nie patrząc na Johna, jakby wstydził się podziwu dla niego. Mężczyzna wbrew temu co mówił harcerzom, sam pozostał w spodniach.
- O. Dylan, widzę, że nie masz pary. Chodź tu. Będziemy pokazywać ćwiczenia. – Kiwnął na niego.
Rudzielec zamrugał, rozglądając się, czy w drużynie nie ma jeszcze jednego Dylana. Nie było, więc podszedł do Johna, zagryzając wargę. Próbował nie patrzyć mu w oczy.
Mężczyzna zlustrował jego ciało z zamyśleniem.
- No no. Dylan pewnie dużo ćwiczy. Takie mięśnie w twoim wieku chłopcze. Pochwalam. – Poklepał go po pośladkach, aż wsuwając nieco palce między jego uda.
Dylan poczerwieniał momentalnie, a było to dobrze widać na jego jaśniutkiej cerze. Zacisnął pośladki, próbując nimi uciec. Reszta drużyny uśmiechała się z sympatią, wiedząc, że taki komplement od drużynowego Johna to wielka sprawa.
- No to zaczynamy. Jeden z partnerów kładzie się na ziemi plecami. – Najwyraźniej miał na myśli w swojej parze Dylana, bo sam nadal stał. Chłopak odchrząknął i położył się; reszta par robiła to samo. Siergiej w tym czasie tęsknie zerknął w stronę obozu.
- Druh Siergiej – zwrócił się do niego John. – Udać się do obozu i sprawdzić czy śniadanie będzie gotowe na czas naszego powrotu.
Siergiej niemal pofrunął w kierunku obozu.
Sam John ukląkł przed rudzielcem i zadarł jego uda w górę bez ceregieli. Dylan pisnął zszokowany, patrząc na niego z paniką w oczach. John jednak nie spojrzał nawet na niego, tylko poważnie w stronę reszty chłopaków.
- Kładziemy nogi partnera na ramionach, żeby miał oparcie i przyciskamy się nieco w dół… zaczynał to prezentować – aby rozciągać mięśnie ud partnera.
Dylan był czerwony jak raczek i zacisnął oczy, czując jak John opuszcza się na niego. Oddychał szybko i płytko.
- Widzicie. – Spojrzał w oczy Dylana, swoimi, lśniącymi, orzechowymi. – Przyspieszony oddech, znaczy, że bardzo to daje wycisk mięśniom. Pożyteczne ćwiczenie. – Zaczął się prostować, po czym znów przyciskać do Dylana i jego pośladków. Chłopak to patrzył na niego do zaciskał oczy, czując dziwne, przyjemne łaskotanie w brzuchu. Reszta harcerzy wykonywała polecenia bez sprzeciwu, wręcz z entuzjazmem. Niektórzy poruszali się nawet szybciej i gwałtowniej niż drużynowy.
- Dobrze. – Odsunął się i położył się na boku, z głową w odwrotnym kierunku do głowy Dylana.
- Łapiemy udo kolegi. – Przysunął się nieco do rudzielca wykonując to co mówił. – I przesuwamy na swoje biodro.
Wszyscy ochoczo wykonali polecenie. Dylan widział przed sobą krocze drużynowego. Teraz, kiedy nikt tego nie widział, wgapił się w nie, zastanawiając się, co też tam miał… Oh, nie powinien tak myśleć!
John przesunął dłoń nieco wyżej po jego nagim udzie, prawie na pośladek, ściskając całkiem mocno i przetoczył się nieco, przerzucając Dylana na plecy i klękając nad jego głową.
- Nie puszczajcie uda, tylko trzymajcie wyprostowane górę.
Wszyscy pokiwali głowami, wykonując ćwiczenie. Dylan westchnął i uniósł dłoń jak zaczarowany, muskając palcami krocze partnera. Tym razem to drużynowy westchnął cicho, zaskoczony. Udał jednak, że to się nie stało i pociągnął drugą jego nogę w górę, prostując ją.
- I tak podtrzymujemy, nie dając ich opuścić.
Dylan płożył dłoń na udzie mężczyzny, nie robiąc już nic. Czuł jego zdecydowany dotyk na swoich nogach. W gruncie rzeczy miał jego głowę między nogami.
- I sami, trzymając nogi partnera, uginamy nieco kolana. – Zaprezentował, opuszczając nieco biodra w stronę twarzy Dylana, po czym znów się prostując na klęcząco. Chłopak oddychał ciężko i John widział, że pod jego bokserkami zdecydowanie następuje poruszenie. Uśmiechnął się dyskretnie, po raz kolejny wypychając w przód biodra nad jego twarzą. Aż usłyszał westchnienie i muśniecie, gdy Dylan uniósł twarz nieco za wysoko, nieopatrznie muskając go nosem.
Zagryzł lekko wargę, po czym puścił jego nogi i wstał. Rozejrzał się po pozostałych chłopakach. Na dłużej zawiesił wzrok na wysokim brunecie z wyraźnym wybrzuszeniem w slipach.
- A teraz taczki. Dylan, uklęknij na czworaka i podaj mi jedną nogę.
Chłopak odchrząknął, klękając, po czym uniósł nogę, oglądając się. Widział, że reszta robi to samo . John złapał ją, dając mu stabilność.
- I druga…
Chłopak zachwiał się, ale utrzymał się na rękach, czując się dziwnie. John rozsunął jego uda i pociągnął go bardziej w górę, dotykając biodrami jego krocza.
- I do przodu na rękach. – Ruszył powoli.
Chłopak westchnął, idąc i starając się ignorować fakt, że gdyby nie miał na sobie cieniutkich bokserek… no, czułby się wybitnie zażenowany. A do tego wyczuł przy swoich pośladkach wybrzuszenie w spodniach drużynowego. Aż ścisnął uda, czując gorąco. Stawał mu… dlaczego mu tak naprawdę stawał? Nie rozumiał… A John jak na złość kołysał biodrami, idąc.
Dylan jęknął, co znajdujący się najbliżej skauci powitali z pewnym rozbawieniem. Ah ten druh John… W końcu jednak i to ćwiczenie się skończyło. John przeciągnął się, prezentując mięśnie klatki piersiowej.
Dylan usiadł, próbując schować wybrzuszenie na przodzie bokserek. Nie patrzył na drużynowego; było mu głupio.
- Co dalej, druhu Johnie? – spytał któryś z pozostałych skautów, teraz rumianych i wyraźnie podekscytowanych w podobny sposób co Dylan.
- Skoro już się rozgrzaliśmy, to ja proponuję kąpiel!
Skauci wydali się nieco rozczarowani, ale karnie pobiegli do wody. Dylan puścił się pędem, by nikt nie dojrzał w jakim jest w stanie. Tak się nie powinno dziać podczas zwykłej gimnastyki! Choć trzeba było przyznać, że na tym obozie była dość oryginalna. Chłodna woda szybko ostudziła zapędy młodzieży. Chłopcy zaczęli się wesoło pluskać, co jakiś czas się obejmując, podtapiając lub ochlapując wodą.
John zapatrzył się, zadowolony.
- Sky! – Zawołał do wysokiego chłopaka na którego wcześniej zwrócił uwagę. – Chodź na chwilę.
Ten niemal stanął na baczność na to hasło, po czym wybiegł w wody, stając przez Johnem. Jego wilgotna skóra mieniła się w słońcu.
- Chodź, zbierzemy trochę drewna, póki chłopcy się pluskają – powiedział z uśmiechem, obejmując go ramieniem.
- Tak jest, drużynowy! – powiedział brunet z entuzjazmem, a wszyscy popatrzyli na niego z lekką zazdrością. Każdy chciał być zaczepiany przez druha Smitha! Dylan zanurzył się całkiem w wodzie, szczęśliwy, że mu “przeszło”.
Gdy dochodzili do obozu, prowadził ich przyjemny zapach smażonych jajek i kiełbaski: menu, które druh John rekomendował uczestnikom obozu. Już z daleka widzieli kuchnię, przy której siedział Siergiej, obserwując przy pracy przystojnego, dobrze zbudowanego kucharza, Tekke. Siergiejowi zawsze dostawały się najlepsze kąski. Bardzo się lubili z kucharzem. Wielka ława czekała już na skautów, zastawiona jedzeniem. Tekke pogwizdywał jakąś melodię, zerkając wesoło na Siergieja, który wgapiał się w niego jak w obrazek i kiwał się do melodii.
Harcerze zasiedli na miejscach, a Siergiej mruknął coś do kucharza idąc na swoje miejsce. Wszyscy stali, więc wyprostował się.
- Drużyna! Stać! – Zakomenderował John przed stołem.
- Dziękujemy ci, drużynowy! – Zaintonował zastępca.
- Dziękujemy ci, drużynowy! – powtórzyli gromko skauci, a po tej recytacji dziękczynnej, siedli.
John uśmiechnął się ukontentowany. Nikt nie pytał czemu wrócił ze Skyem z lasu bez drewna.
Wkrótce wszyscy dostali śniadanie i jedli pospiesznie, wiedząc, że czeka ich jeszcze wiele wrażeń tego dnia. Siergiej zjadł pierwszy i poszedł do kuchni, gdzie Tekke zmywał. Stanął za nim i zrobił coś, przez co kucharz pisnął, aż lekko podskakując. Zaraz potem obrócił się jednak i zaśmiał speszony. Po śniadaniu, wszyscy siedli na trawie, by wysłuchać drużynowego. Siergieja oczywiście nie było. Jak twierdził, Tekke potrzebował pomocy w kuchni.
John uśmiechnął się do swoich uroczych harcerzy i usiadł na dużym kamieniu.
- Kto chce dzisiaj zdobywać sprawności?
- JA! – zawołali wszyscy, wystrzelając rękoma w górę. Dylan podniósł swoją nieco niemrawo.
- Jaką chciałbyś zdobyć Tom?
- M… a jakie są, druhu? – spytał chłopak promiennie.
- Mistrz Opanowania, Trzy Pióra, Dwa Pióra, Mistrz Nagiej Musztry… – zaczął wymieniać spokojnie John.
Chłopcy patrzyli na niego z zainteresowaniem, a Dylan rozglądał się, jakby nie wiedząc o co chodzi. Mistrz nagiej musztry?!!!
Siergiej nagle wynurzył się spod kuchennego blatu, zostawiając dyszącego Tekke i podbiegł do Johna.
- Jestem – westchnął, oblizując się. Drużynowy skinął mu głową z uśmiechem.
- Rozumiem, że nasz obiad omówiony…
- Oczywiście, próbowałem wszystkiego, co najlepsze – kiwnął głową Siergiej, patrząc po skautach. – Mówicie o sprawnościach?
- Tak. Tom by chciał dziś jakąś zdobyć. Zresztą każdy by chciał. – Uśmiechnął się szeroko.
- Jakie są wymagania? – spytał Sky, śmiejąc się uszczęśliwiony do drużynowego.
Siergiej odchrząknął.
- Mistrz nagiej musztry: rozumie się samo przez się; mistrz opanowania to sprawność wymagająca dyscypliny. Kandydat będzie drażniony przez pół godziny, ale nie może dać się ponieść. Lodomistrz – sprawność polegająca na jak najszybszym stopieniu loda poprzez poruszanie nim w ustach. By zdobyć sprawność Młodszy Ukryty należy przez godzinę ukrywać się nago w lesie przed naszym drużynowym. Dwa pióra – należy sprawić przyjemność dwóm kolegom pod rząd, analogicznie trzy pióra. Ostatnia sprawność, Pierwsze Wtajemniczenie jest niespodzianką. Sam druh musi was zaprosić do jej realizacji.
Zapanowało poruszenie. Dylan odchrząknął i nachylił się do siedzącego po swojej prawej blondyna.
- Co to za Pierwsze Wtajemniczenie?
- No… – zaczął tamten lekko się rumieniąc. – Podobno jesteś CAŁĄ NOC sam z drużynowym Smithem w jego namiocie i robisz to, co on każe! – na jego twarzy było widać, że chciałby zostać zaproszony do jej realizacji. Dylan odchrząknął.
John zerknął w jego stronę czujnie.
- Jaką sprawnością jesteś zainteresowany, harcerzu?
- J…ja?- bąknął Dylan.
- Tak. Też się zgłaszałeś. – Uśmiechnął się do niego pogodnie.
- Ale ja tak… psychologia tłumu no… – miotał się.
John aż zmarszczył brwi.
- Jesteś harcerzem Dylan! Chcesz być harcerzem bez sprawności!?
- Ja nowy jestem… – jęknął unikając pełnych dezaprobaty spojrzeń.
John podszedł do niego, ukucnął i poklepał po ramieniu.
- Pewnie trudno ci się zaaklimatyzować?
- No… tak… – przyznał chłopak spuszczając wzrok.
- Nie martw się. Pomogę ci – powiedział uśmiechając się promiennie.
- H… Dziękuję… – odchrząknął, nie wiedząc, gdzie podziać oczy. Z tyłu zobaczył jak Siergiej śle całusa w kierunku kuchni.
- Ja myślę, że na ciebie czekają dziś sprawności : Lodomistrz i Pierwsze Wtajemniczenie. – Pokiwał głową.
Chłopak otworzył usta, ale zaraz je zamknął, uświadamiając sobie jak głupio musi wyglądać.
- Wtajemniczenie…? Ja?
- Tak. – Pokiwał głową, patrząc po rozczarowanych twarzach reszty skautów. – Może i Dylan jest nowy, ale ma problemy z zaaklimatyzowaniem się, czuje się zagubiony. Dlatego to on dziś dostanie możliwość zrobienia pierwszego wtajemniczenia.
Chłopak poczuł na sobie pełne zazdrości spojrzenia. Nie rozumiał o co chodziło.
- Kiedy przystępujemy do realizacji sprawności, druhu? – spytał Siergiej.
- Kto jeszcze chce zdobyć sprawność Lodomistrza? – wstał i wyprostował się.
Czterech chłopaków, którzy jeszcze jej nie zrobili podniosło ręce. Dylan popatrywał na Johna z dołu przekonany, że ten teraz tego nie widzi. John kiwnął głową.
- Chodźmy, więc po lody do kuchni. Sprawność będziecie zdobywać przy stole.
Wszyscy podążyli w stronę kuchni. Tekke popatrzył na nich z uśmiechem, a Siergiej wyprzedził harcerzy, biegnąc po zielonej łączce.
Tekke uśmiechnął się i na parę słów od Siergieja, wyciągnął z przenośnej lodówki pięć lodów. John pokiwał już z oddali głową i poklepał Dylana po tyłku, zupełnie bez powodu. Ten podskoczył, aż się na niego oglądając.
Podeszli do stołu, do którego Tekke przyniósł lody.
- No to do dzieła chłopcy. – powiedział siadając z całą resztą skautów po drugiej stronie stołu.
- Czas start – powiedział Siergiej, włączając stoper.
Wszyscy rzucili się do obciągania… znaczy lizania. Dylan czuł, że śmietanka ścieka mu po brodzie. John aż westchnął, nie wiedząc na którego patrzeć. Lody wsuwały się i wysuwały z ust, spomiędzy warg… Oblizał górną wargę, wyobrażając sobie tam coś zgoła innego.
- Pierwszy! - krzyknął Sky, wstając i patrząc na drużynowego, szukając w jego oczach pochwały.
John uśmiechnął się i pokiwał głową.
- A nie mówiłem, że ćwiczenie czyni mistrza? – pochwalił chłopaka.
- Dziękuję, druhu – powiedział, rumieniąc się. John dał mu plakietkę, na której widniała schematycznie narysowana twarz z białymi śladami. Tekke podszedł i podrapał się po głowie.
- I… czemu służy to ćwiczenie? – zapytał obserwując Dylana, ssącego zapalczywie loda.
- Wzmacnianiu mięśni wokół ust. Gwarantuje poprawniejszą wymowę- powiedział Siergiej z całą powagą. Po chwili wszyscy chłopcy skończyli. Dylan oblizywał się ze słodkiego loda.
- Tak… Obliż palce… – powiedział John, jakby nieco nieobecny.
Chłopak speszył się i wytarł je o spodenki. John zmarszczył gwałtownie brwi.
- Jak to!? Oblizywanie palców, to ostatnia faza sprawności! Oblałeś! – powiedział gwałtownie, wstając. Dylan spojrzał na niego zszokowany.
- Nie wiedziałem…
- … Masz szansę jeszcze zaliczyć tą sprawność, ale nadrobić to możesz tylko posłusznym poddaniem się karze. Do mnie – powiedział ostro.
Dylan popatrzył po kolegach, których wzrok mówił wszystko. Wstał i szybko potruchtał do drużynowego, spuszczając głowę. John ruszył żwawym krokiem do swojego namiotu.
Chłopak poszedł za nim, nie oglądając się za siebie. Trochę się bał.
Namiot Johna był największy z wszystkich. Chłopcy spali na pryczach, ale on miał tu prawdziwe łóżko, a nawet mały stolik. W środku było duszno i pachniało lasem.
Dylan rozejrzał się z bijącym sercem, a John zasłonił wejście do namiotu zwisającą płachtą i zapanował półmrok.
- Oprzyj dłonie o stolik.
Dylan zerknął na niego niepewnie, ale zrobił to.
- Ściągnij spodenki – powiedział John, stając za nim.
- Co?! – Dylan oderwał się od stolika, gapiąc się na niego. Aż mu serce stanęło.
- Ściągnij spodenki – powtórzył, wręcz zdziwiony tym szokiem chłopaka.
- Ale… – patrzył na niego z lękiem w niebieskich oczkach.
- Należy ci się kara za nieposłuszeństwo – westchnął ciężko.
- Ale… co mi zrobisz?
- Jak to co? Lanie. – Zmarszczył brwi.
- Ah… Aha… – odchrząknął Dylan, wreszcie zsuwając porteczki.
- Bokserki też – powiedział wpatrując się w jego pośladki.
Dylan zsunął je pospiesznie. Miał ładne pośladki, upstrzone bladymi piegami. John przełknął ślinę, przysuwając do nich swoją dużą dłoń i masując przez chwilę mocno. Dylan poczuł, że przebiega przez niego dreszcz. Oh.
Już po chwili na jego połóweczki spadł pierwszy z serii niezbyt mocnych klapsów. Każdy zakończony chwilą masowania.
Opadł powoli na stolik, przytulając się do blatu policzkiem. Druh miał taką gorącą dłoń. Miał wrażenie, że zaczyna sztywnieć między nogami. Dlaczego teraz? Nie rozumiał.
- Rozsuń mocniej nogi. – Usłyszał znowu, a dłoń mężczyzny przesunęła się na wnętrze jego uda.
Chłopak jęknął, bezwiednie wykonując polecenie i wypinając pośladki. John rozsunął je dość bezceremonialnie i dotknął jego szparki opuszkiem palca. Jednocześnie znów dał mu klapsa drugą dłonią.
Dylan poderwał się z głośnym jękiem. Jego szparka zacisnęła się na opuszku. John kontynuował dawanie mu lekkich klapsów w bok pośladka, poruszając drażniąco palcem i pochylając się nieco nad nim.
- Nn…! – chłopak poruszył biodrami, czując, że jego członek zrobił się całkiem twardy. Nigdy nie czuł czegoś takiego. Co chciał zrobić drużynowy?
- Hej! – John cofnął ręce i szarpnął go za ramię, obracając przodem do siebie. Spojrzał na jego wzwód kręcąc głową. – No kto by pomyślał…
Dylan zakrył twarz ręką, cały zawstydzony. Co teraz będzie? John poklepał jego penis lekko.
- Co to ma znaczyć? Nie wypuszczę cię tak stąd przecież.
- Przepraszam! – pisnął Dylan. To dotykanie wcale nie poprawiło sytuacji.
- No cóż. Musisz się tego pozbyć. – Powiedział poważnie, patrząc na niego i sycąc się tym widokiem.
Chłopak przełknął ślinę, nie odkrywając twarzy.
- Jak, druhu?
- Tego też cię trzeba nauczyć? Jesteś naprawdę początkującym harcerzem widzę…. – pokręcił głową. Przysunął się bliżej i objął jego penis dłonią.
Chłopak popatrzył na niego spomiędzy palców.
- Druhu…
- Tak? – Zaczął powoli poruszać dłonią.
- Oh… – Chłopak syknął, gdy poruszył biodrami i zabolały go podrażnione pośladki. – co mi robisz?
- Pomogę ci się pozbyć tej krępującej sytuacji… – powiedział przyspieszając ruchy dłoni. – To sprawność Mistrz Nadgarstka.
- Tak…? – odetchnął chłopak, czując jak aż coś go ściska w podbrzuszu. – Ją też można zdobyć?
- Tak. Ale trzeba ćwiczyć ze mną – powiedział poważnie, ocierając się kroczem o jego biodro i nie przestając go pieścić.
Chłopak oddychał coraz szybciej popiskując w rękę, którą zatkał sobie usta i dość szybko dochodząc. Ogarnął go przemożny spokój i zmęczenie.
- Mmm… dobrze. Podciągnij spodenki i zmykaj. – Powiedział John, poklepując go lekko po pośladkach.
- Druhu… – Dylan usiadł, patrząc na drużynowego całkiem innym wzrokiem.
- Tak?
- To… co zrobiłeś… znaczy… już nic… – spuścił głowę. – Powiedz kiedy mam przyjść na tę nocną… sprawność – Nagle nabrał na nią większej ochoty.
- Jeśli chcesz coś powiedzieć, to się nie krępuj. Na nocną sprawność przyjdziesz po ognisku.
- Nie… nic – odchrząknął. – Dziękuję za karę, należała mi się.
- Dobrze, że rozumiesz. – Pogłaskał go po głowie.
- Tak druhu…
Po obiedzie i krótkiej drzemce, na czas której drużynowy zniknął z Williamem w swoim namiocie, skauci zebrali się na kurs pierwszej pomocy. Dylan przez cały czas drzemki nie zmrużył oka, wciąż wspominał tamtą chwilę w namiocie. Niecierpliwie wypatrywał Johna. Mężczyzna podszedł do grupy skautów zadowolony i wyprostowany.
- Mam nadzieję, że wypoczęliście. Nie ma to jak drzemka. – Wciągnął leśne powietrze głęboko w płuca.
William potruchtał do szeregu cały szczęśliwy i rumiany. Kilki kolegów zaczęło z nim szeptem rozmawiać podnieconymi głosami. Dylan popatrzył na nich.
- To kto będzie moim ochotnikiem w prezentacji? – John uśmiechnął się do chłopców dobrotliwie.
Niemal wszyscy podnieśli ręce, patrząc na niego w nadziei, że to na nich padnie. John spojrzał na Dylana, który dłoni nie podniósł i przez chwilę niemal świdrował go wzrokiem, chłopak aż się zawstydził.
- Mm.. Chodź Michael. – Uśmiechnął się drużynowy, wyciągając rękę w jego stronę.
Chłopak niemal pisnął z podekscytowania, żwawo dołączając do druha Smitha. John objął go ramieniem, przesuwając bezwstydnie dłonią po przodzie jego klatki piersiowej.
- Tutaj trzeba ucisnąć w razie zakrztuszenia… – przesunął dłoń bardziej na brzuch, po napiętym mundurku. Skauci wydali z siebie głośne “oo”, a Dylan zaczerwienił się jak burak, podciągając kolanka pod brodę.
- Tak? Spróbujcie z kolegą – polecił.
Chłopcy dobrali się w pary, Dylan z pełnym entuzjazmu Skyem, który bez uprzedzenia wziął się do rzeczy. Rudzielec pisnął zaskoczony, ale zaraz zrobił to samo. Chłopak wyprężył się nieco, z westchnieniem.
- Teraz jedna osoba się kładzie. Udaje zemdloną.
Pod wyczekującym spojrzeniem partnera, Dylan ułożył się na plecach i zamknął oczy. Uh, wolał robić to z drużynowym.
John spojrzał w ich stronę z uśmieszkiem pod nosem, po czym zaczął rozpinać Michaelowi opiętą koszulkę.
- Na nagiej skórze lepiej widać ewentualne efekty działań.
Przez grupę przeszło westchnienie, a Dylan poczuł zwinne palce Skya na swoim torsie.
- Choć może się to wydawać krępujące, kiedy istnieje zagrożenie życia, nie można się wahać – powiedział poważnie. – Jednym z pierwszych sposobów sprawdzenia przytomności jest lekkie ściśnięcie krocza. Można spróbować kilka razy. – Wykonał to na bruneciku, który aż jęknął.
Dylan ledwo się powstrzymał przed wyrwaniem się, ale zacisnął zęby próbując nie wydać dźwięku.
- Można trochę nawet ścisnąć i poruszać przez chwilę ręką.
Teraz Dylan poderwał się, cały czerwony, napotykając zniesmaczony wzrok reszty harcerzy, ze Skyem na czele. John aż uniósł brwi.
- Wszystko w porządku harcerzu?
- Nie… – jęknął. – Chcę się napić wody – wymyślił naprędce.
- To idź do kuchni polowej – powiedział John, zatroskany.
- Jeszcze będzie trzeba naprawdę udzielać pierwszej pomocy. Pamiętajcie, jeśli się przegrzejecie, zdejmujcie ubranie pospiesznie. – powiedział poważnie.
Dylan zwlekł się, pospiesznie biegnąc do kuchni. Miał początki wzwodu. Zatrzymał się słysząc ciche postękiwanie. Z wahaniem zajrzał za ladę i momentalnie się wyprostował, nie wiedząc, czy nadal chce tej wody. Zastępca drużynowego i kucharz leżeli na kocu w dość dziwnej pozycji. Prawie nago.
Tekke, mężczyzna o prawie głowę wyższy od Siergieja, pojękiwał ciężko, jednak na twarzy miał błogi uśmiech. Dylan zaczerwienił się, obchodząc na palcach kuchnię i kucając za nią. Nie widział co prawda tego, co działo się w środku, wyraźnie jednak słyszał stłumione “mocniej”.
- Oh! .. O tak! Tylko szybko! – jęknął kucharz cicho.
Dylan zakrył uszy, czerwieniąc się. O rany, rany…
- MmmmnnN! – Usłyszał przeciągły jęk i głośne sapanie.
- O tak, mój ty zwierzaku! – zamruczał Siergiej bez tchu, po chwili wydając z siebie zduszony jęk.
Oboje dyszeli przez jeszcze dłuższą chwilę.
- Zbierzmy się lepiej… – westchnął w końcu Tekke.
- Mmm, zostań, mój ty misiu… – westchnął Siergiej. Tekke westchnął śmiejąc się.
- Przyznaj, że to wszystko dla smakołyków…
- Mm, twoje kiełbaski są nieocenione…
- Sekretne przyprawy Sergi…
- Mmm, przyjdę do ciebie w nocy, pokażesz mi te swoje przyprawy – zamruczał blondyn z zaangażowaniem. Dylan podsłuchiwał, mimo wszystko zainteresowany.
- No nie wiem.. to sekret… – zamruczał.
- Jakkie jeszcze możesz mieć przede mną sekrety? Dogłębnie cię poznałem!
- Mogę cię jeszcze zadziwić… – westchnął cicho.
- Brzmi nieźle -na chwile ucichli, a Dylan słyszał ciche przesuwanie i mruczenie.
- Mmmm…. nie… lepiej już się zbierzmy.. muszę się zabrać do szykowania…AH… kolacji…
Siergiej wydał z siebie nieco zawiedzione westchnienie, po czym rozległo się cmoknięcie.
- No dobra – chłopak słyszał jak wstają i doprowadzają się do porządku. Kilka dźwięków zapinanych sprzączek i pasków, i już po chwili obydwoje stali ubrani.
Dylan spróbował bardziej się ukryć, ale spowodowało to trzask i po chwili zobaczył nad sobą, niego rozchełstanego Siergieja.
Y… – wyjąkał rudzielec. Tekke zajrzał w tamtą stronę.
- Podjadać się przyszło!?
- Mały zboczuś! – zaśmiał się Siergiej. – Pozwól no do drużynowego.
Tekke wydął usta, nieco speszony. Pogroził mu jeszcze drewnianą chochlą. Dylan zaczerwienił się, ale wstał. Siergiej kiwnął mu głową i ruszył do grupy, która właśnie całowała się namiętnie w parach. John nie przestawał całować Michaela, który zresztą miał na sobie same bokserki i podniósł wzrok na Dylana. Chłopak spiekł raka widząc, że Sky dołączył do innej grupy, która całowała się w 3 osoby. Eww.
Siergiej poprowadził go do Johna, stając przy nim z poważną miną. Drużynowy w końcu odsunął usta od warg chłopaka.
- Zastępca, co się stało?
- Ten tutaj podsłuchiwał mnie i kucharza – powiedział z pełną powagą. Wnoszę, byś mu uświadomił jakie to karygodne.
John pokręcił głową z dezaprobatą.
- Dopiero co zostałeś ukarany i już znowu psocisz?
Dylan zaczerwienił się spuszczając wzrok. Znów dostanie lanie?
- Odpowiedz harcerzu!
- Przepraszam druhu… – wyjąkał Dylan.
- Będziesz dziś trzymał podwójną wartę – powiedział stanowczo.
- Ja? A… co ze sprawnością? – spojrzał na niego niewinnie.
- Widocznie będzie ją przełożyć na później… – pokręcił głową.
- A… ale druhu… ja nie chciałem…! – powiedział, czując łzy w oczach. – Ja przypadkiem… nie chciałem im przeszkadzać!
- … Możesz mieć jedną wartę – powiedział po chwili zastanowienia. – Ale specjalną.
Chłopak popatrzył na niego.
- Co to znaczy?
- Na podwójną baczność.
Kilku skautów zachichotało. Dylan nie rozumiał. Było to widać.
- Zobaczysz po kolacji.
Chłopak odchrząknął i karnie wrócił do grupy.
Dylan stał pośrodku obozowiska, tęsknie spoglądając na świecące 150m dalej ognisko. Skauci wydawali się zafrapowani słowami druha Smitha, który oczywiście zorganizował wszystkim soczyste kiełbaski do pieczenia.
- Chłopiec przeraził się – powiedział John, patrząc po wciągniętych w opowieść skautach. – Ogromny wąż oplatał jego nagie ciało, a w promieniu wielu mil nie było nikogo, kto usłyszałby jego rozpaczliwy krzyk. Mocarne, sztywne cielsko gada ściskało jego drobną klatkę piersiową kierując się coraz niżej i niżej… – mówił John dawkując napięcie. – Aż tu nagle…
Skauci niemal przestali oddychać.
- Poczuł, jak wilgotna i miękka paszcza nasuwa się na jego siusiaka… – popatrzył po nich poważnie. William aż zamarł z kiełbaską w ustach. Inni oddychali ciężko. Skyowi spłynął tłuszczyk z kiełbaski aż po brodzie.
- Chłopak czuł jak coś w nim wzbiera, gdy wąż tak próbował go wessać. Na szczęście był to bardzo niedoświadczony wąż i… pomylił główki – powiedział John, na co cała grupa zareagowała rozbawieniem.
- I wtedy nagle… chłopiec poczuł, że coś w nim wybucha! Szast prask i wąż pisnął, otrzymując coś całkiem nieoczekiwanego. Przeraził się i prędko umknął, zostawiając wyczerpanego chłopca.
Popatrzył po swoich wiernych skautach.
- Morał z tego taki, że męskość popłaca.
Sky aż westchnął nieco bardziej drżąco, zaciskając uda.
- To kto ze mną pójdzie zobaczyć jak się Dylan ma na podwójnej baczności?
Chłopcy roześmieli się. Widać było, że wszyscy chcą. John wziął jeszcze ostatniego chapsa kiełbaski i wstał, ruszając w stronę obozu.
Dylan stał na baczność pośrodku obozu. Był nagusieńki, a jego członek sterczał w pełnym wzwodzie podtrzymywanym przez pierścień uciskowy. Spojrzał trwożliwie w stronę wracającej grupy. John szedł pierwszy, marszowym krokiem.
Chłopak popatrzył na niego z niepewnością i wstydem. Jego jasne, ładnie zbudowane ciało wyraźnie odcinało się od ciemnego tła namiotów i lasu.
Drużynowy podszedł do niego i stanął przed nim na baczność.
- Mmmm….
Rudzielec spuścił wzrok, potwornie się wstydząc, wszyscy na niego patrzyli. John dotknął opuszkiem palca główkę jego penisa.
- Utrzymałeś wartę widzę…
Dylan jęknął mimowolnie, pragnąc uwolnienia od tego… nieznośnego ucisku w podbrzuszu.
John pokiwał głową.
- Możesz przyjść na Pierwsze Wtajemniczenie.
- Teraz… – wciągnął cicho powietrze.
- Tak właśnie. Spocznij – powiedział i złapał lekko jego penisa na oczach wszystkich i pociągnął go delikatnie w stronę swojego namiotu. Chłopak jęknął przeciągle, niemal opadając na Johna. Było mu tak wstyd! Niemal czuł prześlizgujące się po sobie spojrzenia.
- Zastępca! Przejmij opiekę nad resztą drużyny! – powiedział John głośno.
Siergiej kiwnął głową zza lady kuchni polowej, gdzie prosto z ogniska udał się z Tekke.
Drużynowy wprowadził Dylana do swojego namiotu. Chłopak drżał lekko, pełen oczekiwania, ale i obawy co do prób, które go czekały,
- Druhu…? – spytał cicho.
- Tak, harcerzu? – powoli zsunął mu pierścień uciskowy.
Dylan odetchnął z ulgą.
- Co mam robić w tej sprawności?
Drużynowy przesunął dłonią po jego pośladkach.
- Usiądź na łóżku.
Dylan westchnął cicho, robiąc, co drużynowy kazał. Wpatrzył się w niego niewinnym wzrokiem.
- Masz wspaniałe ciało… – powiedział cicho, siadając obok niego.
- Y… dziękuję – powiedział chłopiec z dezorientacją. – Staram się ćwiczyć.
John pogłaskał go po plecach i przysunął się bliżej, rozpinając powoli koszulę swojego munduru.
Dylan czuł, że jego oddech staje się płytki. Wgapiał się cielęco w potężną klatkę piersiową, która ukazywała się jego oczom.
Mężczyzna odłożył koszulę na stolik i przysunął się bliżej, niczym drapieżnik, oddychając ciężko. Dylan odsunął się odruchowo. Nie wiedział co robić. Serce skakało mu w piersi.
John pochylił się nad nim i pocałował go mocno, przesuwając dłonią po jego udzie.
- Nn! – Dylan w pierwszej chwili cały się napiął, ale jego opór zanikł bardzo szybko. Niemal wtopił się w drużynowego, pragnąc więcej i więcej. John powoli pokierował go w dół, całując coraz mocniej, ale głaszcząc nadal delikatnie. Chłopak opadł w końcu na pościel, całując go z nastoletnim zaangażowaniem. Był zarumieniony i wtulony w drużynowego.
John chciał pokazać Dylanowi jak przyjemnie i dobrze może być z mężczyzną. Przesuwał dłońmi po jego brzuchu i udach, całując, skubiąc jego wargi. Chciał mu dać wszystko co najlepsze.
Chłopak zaczął pojękiwać, wyginając się w jego stronę. Było tak przyjemnie! A druh był taki przystojny i pięknie pachniał. Był prawdziwym mężczyzną.
Jego mięśnie były bardzo twarde i zaczynał powoli rozpinać pasek swoich spodni. Dylan oddychał głośno, niemal świszcząc. Objął Johna ramionami, ściskając kurczowo i instynktownie ocierając się kroczem o jego brzuch.
Mężczyzna powoli zsunął swoje spodnie, a Dylan poczuł jego pulsujący penis na swoim udzie. Odetchnął, patrząc drużynowemu w oczu.
- Druhu… jest taki duży… – westchnął. – I gorący.
- Mmmm… i da ci wiele przyjemności… – zamruczał, odwzajemniając intensywnie spojrzenie.
- Co? – szepnął niewinnie. – Jak?
John aż poczuł jak przechodzą go ciarki.
- Zobaczysz…- przesunął palcami między jego pośladkami. Dylan westchnął, instynktownie go odpychając.
- Ja… nie… to…!
- Mmm.. Co jest nie tak…? Będzie przyjemnie… – pocałował go znowu.
- Ale… tam jest… – wyjąkał chłopak speszony.
- Tak. Jak najbardziej… – zamruczał, przesuwając palcem po jego szparce jak podczas lania
Dylan jęknął. Nie brzydził się? Spojrzał na niego pytająco.
- Będzie ci tam bardzo dobrze… – Wsunął w niego powoli palec.
Dylan jęknął podrywając biodra i zamykając oczy. Nie wiedział co myśleć, ale gdy spojrzał w oczy swojemu drużynowemu, wiedział, że może mu ufać. John uśmiechnął się do niego uspokajająco, pieszcząc powoli jego penisa.
- Jesteś taki ładny… Nie masz się czego bać….
Dylan kiwnął powoli głową, chłonąc jego przystojną postać. Nie mógł się napatrzeć. To był najprzystojniejszy mężczyzna jakiego znał. Nawet gwiazdorzy się do niego nie umywali.
John wsunął w niego drugi palec, całując z zapałem, jakby chciał w ten sposób przekazać całą swoją miłość. Przełożonego do skauta oczywiście.
Dylan zaczynał rozumieć, o co chodzi drużynowemu, bo czuł wyraźną, zupełnie nową przyjemność w środku, w brzuchu… A ta przyjemność się tylko nasilała, kiedy czuł poruszające się w sobie śliskie palce. Zaczynał pojękiwać, wychodząc mu biodrami naprzeciw. Chciał więcej.
- Druhu…!
John aż wciągnął mocniej powietrze, wpijając palce drugiej dłoni mocniej w gładką skórę jego uda. Dylan spojrzał mu w oczy rozkochanym wzrokiem, wychylając się do pocałunku. Nie musiał na niego długo czekać. Całowali się coraz namiętniej, ocierając o siebie, a palce Johna drażniły Dylana jeszcze mocniej niż wcześniej.
- Druhu, ja… oh…miałeś rację… zawsze masz rację…! – dyszał chłopak.
- W czym najsłodszy…? – zamruczał wysuwając powoli palce.
- We wszystkim! – jęknął Dylan, miaucząc, gdy palce opuściły jego ciało.
John aż westchnął ciężko, rozochocony i zaczął wsuwać w niego swojego penisa, całując mocno jego szyję. Dylan jęknął, starając się rozluźnić. Miał niemal łzy w oczach, tak intensywnie to przezywał. Mężczyzna gładził lekko jego boki, po czym uniósł lekko jego biodra i wsunął pod nie poduszkę, mrucząc zadowoleniem.
Dylan popatrzył na niego półprzytomnie, zarzucając mu ręce na szyję i jęcząc przeciągle.
- Taki wielki……!
- Oh… dla ciebie… – John westchnął ciężko, a rudzielec aż czuł jak poruszają się jego mięśnie brzucha. Zaczął poruszać powoli biodrami.
Dylan wczepił się w niego jak małpiatka, łapiąc ciężkie oddechy. Miał wrażenie, że wszystko się w nim burzy i stwarza na nowo.
Mężczyzna zaczął całować i ssać jego szyję, coraz mocniej poruszając biodrami. Jego penis cały pulsował. Dylan jęczał coraz głośniej, raz po raz wypowiadając “druhu”, lub nawet “John”. Niedługo później nagle doszedł, wstrząsany gwałtownym dreszczem rozkoszy. A John zaraz potem, cały nic spocony, całując leniwie jego usta. Och jak dobrze. Ścisnął jego nieowłosione pośladki mocno.
Chłopak jęknął, odczuwając to intensywnie. Czuł się zmęczony i bardzo błogi. Ah, a John wciąż był w nim… chciałby by nigdy stamtąd nie wychodził. Mężczyzna zaczął jednak powoli wysuwać penisa, nie przestając go całować.
- Zaliczyłeś Pierwsze Wtajemniczenie…. – zamruczał w jego usta.
- A… kiedy będzie drugie? – spytał Dylan drżącymi wargami.
- To zależy już tylko od twojego zaangażowania w życie drużynowe… – powiedział z łagodnym uśmiechem.
Dylan zwilżył wargi.
- Druhu… chyba cię kocham… – wyszeptał cicho.
John spojrzał mu w oczy rozczulony i pocałował w usta delikatnie. Dylan przytulił się mocno. Będzie dobrym skautem. Idealnym skautem, by i drużynowy pokochał jego.
*
Hahaha, nie wiem, czemu wcześniej tego nie przeczytałam… Albo inaczej – wiem, nie potrafiłam zdzierżyć postaci Johna. Teraz nie lubię go wiele bardziej, ale jakoś inaczej na niego patrzę.
Faktycznie, urządził się jak w raju :D
Niech mnie xD
Przysięgam z ręką na sercu, że w pewnych momentach nie mogłam powstrzymać śmiechu. To jak obóz gejowski! Ja kurczę chyba się od was uzależnię ~
Genialne, jak zwykle.
Aww, Mello, miło mi to słyszeć :D <3
Matko boska… Nie powiem, że mnie zatkało, bo bardziej się jarałam w TVB jak Siergiej dobierał się do Tekke, ale mniejsza. Uwielbiam ten blog, te opowiadania, aż chce się żyć, o! Pisać dalej, pisać.
Co za umysł to spłodził…………………
Hoshii: nie będziesz się przynajmniej nudzić:)
genialne. nic dodać nic ująć xD
omfg, znalazłam was!! .dziki taniec szczęścia na środku pokoju.
strasznie długo to trwało, ale się cieszę, gezz, ile się narobiło do nadrobienia*_*
BUAHAHHAAH, GADAĆ CO BRAŁYŚCIE TEŻ CHCĘ XD
MUAAAHAHAHAHAHAHAAAHAHAAHAAAHAAAHAAAAHAAAAHAAAAHAAAAAHAAAAA!!! … ómarło mnie to! xDDDDDD
Zgadzam się. trzeźwe napewno nie byłyście pisząc to, ale jak zwykle wyszło fenomenalnie.
O__O to było chore! Wy jesteście chore! Ci co to czytają też są chorzy! Jeden wielki psychiatryk!
Akame podnosi błędny wzrok na pielęgniarkę z wielką strzykawą nucąc pod nosem “Płonie ognisko i szumią knieje, drużynowy jest wśród nas…..”
OMFG >DDDDDDDDDDDDDDDDDDD
CZYSTA PERWERSJA AHAHAHAH >D
*headeskheadesk*
bosh …co żeście ćpały pisząc to. Wasz diler jest mistrzem XD
Bern, skąd wiedziałam że ten wąż był twój? Od razu źle mi się skojarzył z tentaclami i całą tą podobną resztą hehehe
ogólnie dodatek był przedni. Myślałam ze się zastrzelę albo padnę ze śmiechu.
Jak już wszyscy wspomnieli sprawności były wyczesane. Lody bardzo… ciekawe i w sumie można było by z tym śmieszna zabawę sylwestrowa zrobić XD ( ja już nie powinnam pić)
Zabiło mnie też “udzielanie pierwszej pomocy” i te chwytanie za krocze.
Genialna parodyjka XD John jest starym zboczuchem ;p
omFg xDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
cała się szczerze i chichoczę. to było zajebiście wciągające! xD aż zapomniałam włączyć telewizora! xDD
Kohaku: uwielbiam tą książkę:D Osobiście uważam, że powieści erotyczne najlepiej wychodzą jeśli są podszyte fantazją a nie realistyczne:D Choć my napisałyśmy wręcz parodię;)
dobre :D taki deserek ,lubię takie fantazje,prawie jak Śpiąca Królewna Anne Rice ;D ale tam to jest orgia xD
Nie no, wąż mnie zabił XD Cudowne, a zwłaszcza te sprawności
———–> umarłam xD
Aaaa wiec wąż to sprawka Bern XDDDD
Powiem wam dziewczyny, ze cały dzień za mna ten rozdział chodzi i mam lola i zaraz go sobie znowu przeczytam! Uwielbiam was za takie akcje :)
HAHAHAA Nie mogę. Sprawności były najlepsze! : D
Trzeba było go dodać dzień później, czy coś XDDD Ale no furorę zrobił, John ma bujną i chorą wyobraźnię :D
Kurde! Wygląda na to, że dodatek przyćmił rozdział :(
… Czuję się totalnie rozwalona. XDDDDD
Kasiotfur: skarżypyta;p
Kira… tak… wiem, że jest chore XD Takie miało być. Napisane było spory czas temu i wczoraj czytałam to od nowa…. Umarłam przy historii przy ognisku haha XD (Bern to wymyśliła, żeby nie było, że śmieję się z własnych żartów XD)
To było chore XDDDDDDDDDD
Ale niesamowicie mi sie podobało >3 Takie lolowe side story sa zawsze swietna rozrywka XD
… O_o
Śmiałam się przy tym ile wlezie i pierwszą rzeczą jaka mnie rozbawiła był tekst: “No i był jeszcze kucharz – Tekke. Ale on nie wliczał się w ’skautów’ i zwykle spał do południa.” Widać, że nawet w swojej fantazji za bardzo nie ceni sobie Tekke. xDD Albo te sprawności… ^__^ Aż się ze śmiechu popłakałam. Świetne! Poproszę więcej takich dodatków… Albo następnym razem jakieś wyobrażenia Siergieja…? x]]
To mnie zabiło XD Kilka razy pod rząd XD Już mi nawet trudno szukać momentów, które mnie powaliły, bo nie mogłam śmiechu opanować przez praktycznie cały czas czytania XD A sporo tego było :D No John jest genialny :D Zdobywanie sprawności… hahahahahaha, już widzę oczami wyobraźni Johna, jak wymyśla te sprawności i skrupulatnie notuje XD Mistrz nagiej musztry… XDDDD No trzeba mieć coś z głową XD I tak jak Smile, też mi się najbardziej podobała podwójna baczność :D
No i Sky się pojawił! HA! Widać John o nim pamięta, tylko ciekawe, czy dlatego, że taki ładny, czy że go wreszcie nie przeleciał XD
Urooooczo, wspaniałe fantazje, uśmiałam się nieźle przy tym :D
Jezu… Jaką banie musi miec John i co ćpać zeby miec takie fantazje… xD najlepsze było z tymi klapsami w namiocie xD haha Racja… Jak bym nie była na kilku obozach, to nie wiem czy tak bym na to patrzyła… xD omg… xD jestem w szoku, no nie wazne. Ciesze sie ze jest nowy rozdział TVB, Sergi mnie wkurza, jest taki fałszywy no xD ale i słodki… To takie dziwne z jednej str wyrachowane mysli a z drugiej wielki płacz nad zdjeciem siostry. Coś mi sie wydaje ze sytaucja miedzy Johnem a Sergim, nie jest do końca taka kolorowa. Jakby sie wydawało ;P mam nadzieje ze to opiszecie bardziej doglebnie xD
To Łosio-cosio pływa?! ugh…
Ahahahahaha:)
Nie pasuje mi tylko, że Sky już kolejny raz jest w tych “bocznych” opo łatwy, zawsze chętny i strasznie naiwny.. Na forum w którymś z fików tak bylo, tu też.. A to mój mały ulubieniec^^! A tak w ogóle, to kiedy o brmb??
Wow xD Dobrze, że nie przeczytalam tego opowiadania dwa lata temu, jak jeszcze sama jeździlam na obozy harcerskie o_O
Juz nigdy, przenigdy w zyciu nie spojrze na charcerza i druzynowego tak samo O_O
To było taaaakie boskie <33 I taaaakie słodkie <333 I ta banda idealnych chłopców… i Siergiej i Tekke xDD Jeez… nie wyobrażam sobie Tekke na dole xD
W kazydm razie… dobrze, że to tylko wyobrażenie Johna, bo jakby Dylan zachowywalby się tak w obec niego w TVB jak tutaj to bym chyba padla na zawał xDD Byl taki…. taki…. no taki…. Lukasowaty? xDD Wszyscy tacy byli ;D
Ale i tak było słodko ;D
Najlepsze jest chyba podwojde baczność czy jakoś tak xD
A to jak zmienilyście sprawności… xDD No padlma poprostu ;D