Aż Serce Zamiera – 21 – Bezradność

Stojąc w schowku, Ferris coraz wyraźniej słyszał  szybkie kroki Dimy. Przygryzł wargę, gotowy do skoku i, gdy tylko postać w czerni weszła w jego pole widzenia, wychylił się, łapiąc go za ubranie i ciągnąc do środka.
Dima ugryzł się w język w ostatnim momencie i spojrzał na niego zaskoczony.
- F..Ferris. Myślałem o tobie… – wydusił, zaskoczony.
Chłopak wychylił się nieco, zatrzaskując drzwi i przytulając się szybko do drugiego mężczyzny.
- Dobrze spałeś? – spytał, wdychając zapach jego skóry i przesuwając dłońmi po ramionach kochanka.
- Hmm… – westchnął Dima cicho.
Ferris odsunął się nieco, by spojrzeć mu w twarz. Półmrok wnętrza rozjaśniało jasne światło, wpadające przez szpary między deskami. Jednen ze snopów przecinał poziomo twarz mężczyzny.
- Nie? – zmartwił się młodzieniec, gładząc jego twarz palcami. Była przyjemnie ciepła i gładka po niedawnym goleniu.
- Ale… był dobry start… – powiedział Dima, nieco pozytywniej.
Ferris uśmiechnął się lekko, patrząc mu w oczy i przysuwając się ostrożnie.
- Bardzo dobry – westchnął ciepło, wpatrując się w przystojną twarz przed sobą.
- Myślałem sobie… – Rosjanin westchnął cicho, powoli głaszcząc Ferrisa o ramieniu.
- Mm? – westchnął chłopak, całując go lekko i popatrując na niego spod rzęs. Już teraz żałował, że pewnie rozstaną się na większość dnia.
- Że przy innych ludziach lepiej zachować będzie oficjalną formę. Będzie lepiej brzmieć… – Wpatrywał się w niego intensywnie.
Ferris westchnął ciężko.
- Jesteśmy przecież przyjaciółmi! – zaprotestował, zamykając oczy i znów go całując, nieco dłużej.
Dima odetchnął ciężko, łapiąc go wielkimi dłońmi w pasie.
- Ale też mężczyznami na pewnej pozycji…
- Nie tytułuję moich przyjaciół! – zaprotestował Ferris, wzdychając głucho i dotykając jego rąk bezmyślnie. Bliskość tego mężczyzny zupełnie go rozstrajała.
- A Gareth Oakley…? – zapytał Dima cicho, patrząc mu niemal miażdżąco w oczy.
- Co z nim? – zdziwił się Ferris. – Tytułuję go?
Dima odchrząknął.
- Nie. Ale on ciebie. Publicznie.
- Nie dbam o to – odparł Ferris. – Czy nie o to walczą ci ludzie? – spytał, uśmiechając się do niego.
- Ho. – Dima spojrzał na niego z uznaniem. – Imponujący argument. – odpowiedział na uśmiech i pocałował go lekko.
Ferris aż stanął niego na palcach, czując przyjemne łaskotanie w żołądku. Czuł się taki otulony jego ramionami. Nawet tym sztucznym.
- Ponoć dyskusja ze mną to prawdziwa przyjemność – zamruczał.
- Choć jest dość trudna… – mruknął Dima z westchnieniem, gładząc jego boki.
Ferris roześmiał się cicho, popatrując na niego figlarnie.
- Przyznaj, że ci się to podoba…
- Że jesteś trudny? – zamruczał, patrząc mu w oczy badawczo.
- Chyba zależy kiedy? – spytał Ferris podchwytliwie, przysuwając wargi do ucha Dimy.
- Hm? – Mężczyzna uśmiechnął się pod nosem, głaszcząc go po plecach. – Nie. Zawsze jesteś trudny – powiedział, nieco rozbawiony.
- Więc chyba musisz to lubić… – zaśmiał się Ferris, przesuwając nosem po szyi kochanka.
- Ma to swój niewielki urok… – powiedział Dima, głaszcząc go z lubością. – Jesteś okrutnie przekonujący.
- Przyznaj się… tak naprawdę chcesz się dać przekonać… – Ferris pocałował go pod szczęką, po czym uniósł głowę, by cmoknąć wargi drugiego mężczyzny. Obserwowanie Dimy w stanie rozbawienia było czymś nowym. Zastanawiał się, ile osób widziało te lekkie uśmiechy, błysk przekory w ciemnych oczach. Pochlebiało mu, że umie to wywołać.
- Może tak, może nie…. – odezwał się były bokser.
- To może zależy od tego, jak bardzo ja będę się starał przekonywać? – wymruczał młodzieniec, stykając się z nim wargami i popatrując w ciemne oczy mężczyzny z bardzo bliska.
- Sugerujesz, że jestem mięczakiem? Jak chorągiew na wietrze? – Wsunął kciuk za pasek jego spodni i przesunął nim drażniąco wzdłuż krawędzi materiału..
Ferris odetchnął gwałtownie w jego wargi, zachwycony tą zmianą w zachowaniu mężczyzny.
- Wczoraj dwa razy okazałeś się nadzwyczaj twardym graczem… – westchnął.
Dima z trudem powstrzymywał uśmiech, aż zagryzając wargę lekko.
- Myślę, że jesteśmy spóźnieni na śniadanie – zamruczał.
- Wiem… – westchnął Ferris, patrząc mu w oczy wzrokiem pełnym obietnic.
Dima pochylił się i pocałował go raz jeszcze, zanim się odsunął i otworzył drzwi.
- Dobrze, że piją też kawę – odchrząknął Ferris, wychodząc pierwszy i oglądając się na niego. Rosjanin wyszedł zaraz za nim, prostując się i poważniejąc. Ferris jednak miał wrażenie, że Dima lustruje go w inny sposób niż zwykle. Poczuł się niemal rozebrany i było mu z tym bardzo dobrze.
- Już się niecierpliwisz? – szepnął, ruszając spokojnie w stronę stołówki.
- Nie wiem o czym mówisz – powiedział spokojnie Dima, zerkając na przypalony obraz na ścianie.
- Na pewno – zaśmiał się Ferris, lustrując go w wybitnie jawny sposób. Na to, starszy mężczyzna aż poruszył się niespokojnie.
- Nie rób tak – powiedział stanowczo.
- Jak? – spytał Ferris niewinnie, odwracając głowę i ruszając dalej.
- Tak… – zmarszczył brwi. – Źle jakoś – prychnął.
- “Źle”? – Ferris obrócił się, udając oburzonego. – Ja bym się poczuł skomplementowany, że ktoś wspomina moje nagie ciało…
Dima aż wciągnął powietrze. Z tą wiadomością i lekkim rumieńcem, wkroczył do jadalni. Wciąż było w niej sporo osób, które grupkami pojadały suty posiłek.
- Gdzie siadamy? – spytał Ferris rzeczowo.
- Patrick O’Donnel oczywiście – rzucił Dima i ruszył w stronę stołu dowódcy.
Ferris pokręcił głową, ruszając za nim. W pomieszczeniu unosił się przyjemny zapach smażonych jajek i chleba. Razem z O’Donnelem siedziała drobna kobieta w skórzanej kurtce, o włosach splecionych w dwa ciasne warkocze. Wyglądała z daleka na Chinkę.
Dowódca uśmiechnął się do Dimy i przywitali się jeszcze zanim ten przysiadł się wraz ze swoim towarzyszem.
- Umówiliśmy się już na doprowadzenie was na pociąg – pochwalił się.
- Tak?! – ucieszył się Ferris, od razu nakładając sobie jedzenie na talerz i zerkając ukradkiem na kobietę. Widywał Chińczyków w zasadzie tylko w okolicach portu. Poza tym, niektóre burdele prowadziły Azjatki… Ta była dość drobna, o nieco pyzatych policzkach i niedużym nosie. Szacował, że ma około 20 lat.
- Tak. Jutro z samego rana.
Dima kiwnął głową.
- A w Liverpoolu wszystko gotowe.
- Wysłałem telegram, będą gotowi was przyjąć – powiedział dowódca.
Ferris zamrugał, spoglądając pytająco na Dimę.
- Kto ma nas przyjąć? Przecież jest zarezerwowany hotel.
- Zbierzemy w Liverpoolu trochę informacji – wyjaśnił Dima. – Przekażemy też kilka rzeczy, których nie można powierzyć poczcie.
- I dopiero teraz mi mówisz?! – oburzył się. – To niebezpieczne! – syknął ciszej.
Rosjanin zerknął na niego, marszcząc brwi, a O’Donnel dopiero zwrócił na Ferrisa uwagę.
- Tak – powiedział Dima dość ostro. – Omówimy to później, jeśli sobie życzysz.
- Tak, życzę sobie! – zirytował się chłopak. , odwracając wzrok. Spędzili razem wieczór, a on nic mu nie powiedział? Więcej, wciągal go w coś bez pytania.
- Mam nadzieję, że nie będzie problemów… – powiedział dowódca ostrożnie.
- Nie będzie – odparł od razu Dima, z naciskiem, odbierając talerz ze stekiem.
- Zastanawiam się tylko, jakim cudem dowiaduję się o tym ostatni – mruknął Ferris, nie mogąc się powstrzymać.
- Musiało mi umknąć… – wycedził Dima, rzucając mu chłodne spojrzenie.
- Nic dziwnego, po co miałbyś ze mną dzielić się takimi informacjami – odparł młodzieniec wyjątkowo bezosobowo.
- Właśnie – burknął Dima. – Nie musisz się w nie angażować. Skup się lepiej na swoich badaniach.
Przy stole aż zrobiło się nieco ciszej, a spojrzenia zebranych wędrowały pomiędzy nowoprzybyłymi..
Ferris uniósł na powoli wzrok, oddychając ciężej. Nie mógł w to uwierzyć! Jak mógł tak do niego mówić?!
- Tak, to jedyna rzecz do której się nadaję, najwyraźniej – mruknął chłodno.
Dima z trzaskiem odłożył sztućce na stół i wstał.
- Przepraszam, Patrick, straciłem apetyt, pójdę na spacer i zapewne spotkamy się później.
Ferris zacisnął usta, spuszczając wzrok na stół. Skronie pulsowały mu jak szalone. Wstał z głośnym trzaskiem.
- Nie ma potrzeby – sapnął. – Ja wyjdę.
Dima zmrużył ciemne oczy ze złością i opadł powoli na ławę, nie spuszczając wzroku z młodzieńca.
- Proponuję spacer po ogrodach. Jest przyjemnie chłodno. Przewietrzysz umysł.
Ferris spojrzał na niego z szczerym niedowierzaniem. Jeszcze nikt nigdy go tak nie obraził publicznie.
- Niech się pan nie zadławi tym mięsem. Wygląda na niedopieczone – syknął, odwracając się i szybkim krokiem ruszając do wyjścia. Oddychał z trudem, czując nieprzyjemny ucisk w krtani. Nie wierzył w to co właśnie zaszło!
Słyszał jeszcze, że przy stole, który opuścił robi się nieco głośniej, ale Dima nic mu nie odpowiedział. Przeszedł szybkim krokiem przez korytarz, kierując się do najbliższego wyjścia. Wychodząc, potrącił jakiegoś człowieka, ale nawet się nie odwrócił, mijając kilku mężczyzn niosących martwą świnię do kuchni i zaczął szybko biec w stronę drzew, tworzących nieduży, ogrodzony las. Czuł się absolutnie zdradzony i upokorzony. Dima najwyraźniej uważał, że może  rozporządzać jego życiem, a gdy zaprotestował, uznał za stosowne obrażenie i umniejszenie go przy wszystkich!!
Ferris złapał jakiś gruby kij i wrzasnął ze złością, kilkakrotnie na oślep uderzając z nim ze złości o wielki, stary dąb.
- Kurwa mać!!! – syknął, łamiąc go w końcu i od razu szukając wzrokiem kolejnego. Wolną dłonią rozluźnił krawat, potrzebując więcej powietrza. Skronie nieprzyjemnie mu pulsowały. Jak na złość, słońce przyświecało pięknie, a ptaki śpiewały w koronach drzew.
Jak myślał o tych wczorajszych… i dzisiejszych, pocałunkach, czułostkach sprzed ledwie kilkunastu minut… nie mógł uwierzyć, że mógł zostać tak poniżony przez człowieka, który dopiero trzymał go w ramionach… co za okrutna zdrada…
Jęknął, opadając w końcu na mech pomiędzy grubymi, wystającymi ponad ziemię korzeniami drzewa. Nie mieściło mu się to w głowie.

*

Dima kończył żuć powoli swój stek, z ponurą miną. Było mu aż gorąco ze złości. Ferris najwyraźniej mimo tego co razem przeżyli, traktował go jak plebejusza. Jakby tylko dlatego, że jest baronem, mógł mu wytykać publicznie niewłaściwe wybory, a przecież najchętniej trzymałby Ferrisa z dala od spraw w które zamierzał się angażować. Jednak nie, baron najwyraźniej uważał, że może wszystko kwestionować!
- To twój przyjaciel? – spytała kobieta z dość wyraźnym, obcym akcentem, podnosząc na niego ciemne oczy o migdałowym kształcie.
- Na to wygląda – powiedział markotnie, nie potrafiąc się zdobyć na ogładę. Ferris zupełnie wytrącił go z równowagi. Najgorsze było, że zastanawiał się teraz nad tym czy młodzieniec nadal go lubił, zamiast nad sprawami, które musiał załatwić. Czuł się jak idiota.
I jeszcze wytknął mu na odchodnym jego okropną chorobę!
O’Donnel odchrząknął, najwyraźniej nie wiedząc, jak przerwać tę niezręczną ciszę.
- Przejdzie mu, to młodzik – pocieszył w końcu Dimę. Ten w końcu kiwnął głową.
- Nie jest negatywnie nastawiony – poczuł się w obowiązku wyjaśnić. – Po prostu nie zna się za dobrze na sprawach polityki.
Przywódca anarchistów pokiwał powoli głową, wydymając lekko wargi.
- Lin przynosi dobre wieści. – Wskazał głową na kobietę, która z nimi siedziała. – Odbudowano mur kolejowy. Ponoć mają jutro wznowić ruch.
- Jak to się odbędzie? Odprowadzicie nas do muru, czy do jakiejś stacji?
- Do stacji.
- Ja będę przewodzić. Przewożę wiadomość do Shrewsburry – mruknęła, wsuwając w usta kawałek surowego selera.
- Lin, tak? – dopytał Dima.
Kobieta skinęła głową, chrupiąc.
- To moja główna kurierka – wyjaśnił O’Donnel. – Z każdej opresji potrafi wyjść w jednym kawałku – pochwalił.
Rosjanin pokiwał głową, zerkając na nią.
- Gratuluję odwagi, pani Lin.
- To nic trudnego – zapewniła go.
- Powinien pan to zobaczyć. Ona skacze po gałęziach niczym wiewiórka! – zachwycił się przywódca z szerokim uśmiechem.
- Uczę się tego od dziecka – zbyła go kobieta.
- O! Czyli podróżuje pani drzewami. Rozumiem. Nieumarli nie wspinają się, faktycznie.
- Nie, ale wspinam się na nie, gdy zachodzi taka potrzeba – odparła Lin z pełnymi ustami. – Chętnie je zabijam,
- Świat byłby tak inny bez nich… – zamyślił się Dima. – Pomyśleć, że to zaledwie dwadzieścia lat temu…
- Nie pamiętam tego – skwitowała kobieta, nakładając sobie jajek i ziemniaków.
O’Donnel westchnął ciężko, popijając herbatę.
- Proszę jej słuchać, a nic wam nie będzie grozić.
- Podróżujemy tylko z nią? – zapytał Rosjanin, zaskoczony.
- Nie, jedzie z wami dwóch chłopaków, którzy przywiozą z miasta leki – odparł przywódca.
- Dobrze sprzątnęli, zniknęły wszystkie ciała – wtrąciła nagle kobieta, powracając do sprawy wykolejonego składu. – Widziałam, że identyfikowali ich.
- Tak? Są jakieś wieści o tym jaki wielu ludzi zginęło? – dopytał Dima.
- Na oko, sporo – westchnęła Lin. – Ale część osób udało się ocalić, bo zabarykadowali się w wagonach, które nie spłonęły, albo udało się im wspiąć na drzewa. Ale była to jatka – westchnęła.
Dima pokiwał głową, zmartwiony.
- Wykrycie kto stoi na czele tej szalonej sekty, musi być teraz jednym z priorytetów.
- Jeśli pan się w to zaangażuje, bardzo nam to pomoże – przyznał O’Donnel. – Nie mamy… zbyt wielu członków, którzy mieliby dojścia gdziekolwiek.
Dima spojrzał mu w oczy i kiwnął głową.
- Ma pan we mnie sprzymierzeńca. Będę próbował się dowiedzieć, kto zlecił ten atak.
- Jestem pewien, że z pana kontaktami.. – O’Donnel westchnął ciężko. – Może zechciałby pan udać się ze mną do biura. Pomówilibyśmy o tym na osobności.
Rosjanin kiwnął głową.
- To dobra opcja.

*

Ferris spoglądał smętnie w niebo, siedząc na grubej gałęzi, odrastającej dość nisko od głównego pnia rosłego, zazielenionego drzewa, które ukrywało go przed letnim słońcem. Ponure myśli przerywały mu co chwila wizje momentów ukradzionych z Dimą, jego gorącego dotyku.
Za sobą usłyszał w pewnym momencie trzask gałązki, ale zanim zdążył się obrócić, ktoś zasłonił mu dłońmi oczy. Wciągnął powietrze, zastygając. Przyszedł go przeprosić?
- Co taki samotny, piękny baronie? – zapytał jednak wesoły głos Richarda.
Ferris aż sflaczał i wyburczał w odpowiedzi coś mało artykuowanego.
Richard cofnął dłonie i przeskoczył sprawnie gałąź, siadając zaraz obok niego. Nie krępował się i objął Ferrisa lekko.
- Słyszałem, że się trochę Bricks wyrwał z propozycją na wyrost?
- Richard, jesteś chujem, że przysyłasz do mnie takiego dzieciaka – powiedział baron, zerkając na niego chłodno.
Mężczyzna aż odchrząknął, zaskoczony.
- Ja… hmm… rozmawiałem z nim tylko. Nie wysłałem go przecież.
Ferris uniósł lekko brwi.
- Tak jak nie wysłałeś mnie spytać, czy da się załatwić poprawkę dla ciebie z anatomii?
Richard zagryzł lekko wargę i uśmiechnął zawadiacko.
- Ee.. masz mnie. Ale to stare dzieje! – rzucił lekko.
- Jasne. Tak jak to, że zostawiłeś mnie z rachunkiem, którego nie miałem czym zapłacić – powiedział mężczyzna ze spokojem. Lekki wiaterek rozwiał jego rude loki.
- Ferris… powiedz tylko słowo, a znajdę dla ciebie pieniądze na spłatę – zarzekł się, patrząc mu w oczy w powagą.
- Nie chcę twoich pieniędzy, dupku – mruknął niecierpliwie młodzieniec, przeczesując włosy.
- Mieliśmy dużo dobrych chwil… – kontynuował mężczyzna niezrażony, nadal go obejmując w pasie.
- Przyznaję, wspominam nasz związek jako lepszy niż dwie noce z żołnierzem, który mnie rozdziewiczył – odparł Ferris.
- Ale Bricks. Co o nim myślisz? – Rich zmienił nagle temat.
- Powinien cię rzucić w cholerę.
Richard aż zmarszczył szerokie brwi.
- Bez przesady… Ferris… Pomyśl jak to by było we dwóch z nim być. On jest bardzo chętny – zareklamował swojego partnera.
Ferris pokręcił głową.
- Jesteś niewiarygodny.
- Dlaczego? – Richard stuknął go rozbawiony łokciem.
Rudzielec obrócił twarz wprost w jego stronę i potrząsnął głową. Jego wydatne, równe wargi rozchyliły się lekko.
- Richard… czy kiedykolwiek dałem ci w jakikolwiek sposób znać, że miałbym ochotę kochać się z więcej niż jedną osobą?
- No ale minęło kilka lat. Może doświadczyłeś różnych rzeczy, albo byłbyś ciekawy. Ten chłopak jest naprawdę zdolny.
- Zaraz się porzygam – stwierdził Ferris, przewracając oczyma.
Richard zamrugał.
- Ej… nie mów tak o nim… Jak nie jest w twoim typie, to po prostu powiedz.
- Ty! – Wybuchnął nagle Ferris, stukając go palcem w mostek. – TY jesteś obrzydliwy! Reklamujesz go jak klaczkę na targu!
Mężczyzna podrapał się po nosie, krzywiąc z niezadowoleniem.
- Tylko proponuję, panie święty! – burknął.
- Kiedy myślę, że kiedykolwiek ssałem ci kutasa, mam ochotę wypluć język! – odszczeknął Ferris.
Richard prychnął, zeskakując z gałęzi.
- Jak tam sobie chcesz. Nie wiesz co tracisz.
Ferris momentalnie ruszył za nim i szarpnął drugiego mężczyznę za kołnierz.
- Daj chłopakowi szansę poznać prawdziwego mężczyznę.
Rich spojrzał na niego ze złością.
- Jak kto niby? Opiekuję się nim, idioto. Bardzo mu ze mną dobrze.
Ferris roześmiał się mu w twarz.
- Bo jest za młody, żeby zobaczyć jaki z ciebie pasożyt!
- Nie wiesz o czym mówisz… Ma siedemnaście lat. Wie co robi.
Nim Ferris pomyślał, wymierzył mu celny cios z pięści prosto w szczękę.
Richard krzyknął zaskoczony, łapiąc się za twarz.
- Czy ciebie pojebało!? – sapnął, zataczając się. – Baron się znalazł do cholery! Dostajesz ode mnie pojednawczą propozycję i tak mi odpłacasz!? – warknął ze wściekłością.
- To było za tego nieszczęsnego dzieciaka – sapnął Ferris, popychając go z rozwianymi włosami. Richard odepchnął go, a krew z nosa pociekła mu w dół twarzy.
- Tego ‘dzieciaka’ wyciągnąłem z leśnej bandy, gdzie usługiwał jako ‘Złotowłosa’ – wywarczał. – Nie masz pojęcia jakie jest życie poza Lodnynem!
W tym momencie, poczuł jak coś boleśnie zaciska się wokół jego jąder. Ferris uśmiechnął się wrednie, patrząc Richardowi prosto w oczy.
- To zdecydowanie za mnie.
Richard aż otworzył szerzej oczy, uderzając go w klatkę piersiową i odpychając.
- Czy ciebie pojebało!? – pisnął cienko.
- Nie, to ciebie pojebało, skoro myślałeś, że chciałbym mieć z tobą w jakikolwiek sposób do czynienia. Nie mówiąc już o ponownym oglądaniu twojego chuja – burknął młodzieniec, obracając się na pięcie i idąc w inną stronę. Oddychał ciężko, czując, że uwolnił choć trochę złej energii.
- Pożałujesz tego! – rzucił Richard dość słabo.
Rudowłosy zatrzymał się, po czym zawrócił, idąc ze spokojem w stronę Richarda. Emocje w nim buzowały przez tego złamasa.
- Tak?
Mężczyzna spojrzał na niego zaskoczony, trzymając za krocze.
- Tak! – burknął. – Taki myślisz wspaniały jesteś?!
- Nie, ale nie jestem takim chujem jak ty – syknął Ferris, zatrzymując się blisko niego.
- Lata temu, musiałem się gwałtownie wynosić, a z Bricksem mam otwarty związek. Nie rozumiem z czym masz problem! – sapnął, obserwując barona ze złością.
- Z tym jaki z ciebie skurwysyn. Odwal się – syknął Ferris. – Nie wiem, czego nie rozumiesz!
- No to spadaj! – Pchnął go. – Po co się wróciłeś? Może jednak za czymś tęsknisz? – spytał zaczepnie.
Ferris aż wciągnął powietrze, ślepo rzucając się w jego stronę.
- Splunąć ci w twarz, kurwa!
Richard złapał prewencyjnie jego nadgarstki i zaczęli się mocować, posapując ciężko.
- Myślisz, że dzięki komu was z piwnicy wypuścili!
- Taki jesteś wspaniały! – prychnął młodzieniec, po czym ze złością spróbował go podciąć.
Richard warknął coś, wściekły i zachwiał się, ale pociągnął Ferrisa za sobą, uderzając go, już na ziemi, łokciem w klatkę piersiową.
Rudzielec zaklął, kopiąc go i zdzielając go na oślep ręką.
- Ty zarozumiały dupku! – warknął Richard, znowu łapiąc go za nadgarstek.
- Ja? To ty myślałeś, że się wywiniesz jak wąż! – prychnął Ferris.
- Każdy ma swoje przeznaczenie! – krzyknął Richard górnolotnie, przytrzymując mu ręce i siłując się, żeby utrzymać go w miejscu.
- A twoim jest mamienie młodych mężczyzn! – zakpił – Bo na lekarza się nie nadawałeś!
- Byłbym fantastycznym lekarzem! – warknął Richard, przyduszając znowu głowę Ferrisa do ziemi.
- Nie umiałeś zapamiętać anatomii ręki, debilu! – sapnął chłopak, wbijając mu palce w twarz.
- Richard! Richard! – usłyszał zbliżający się do nich krzyk.
- Byłbym świetnym położnikiem – sapnął Rich rubasznie, znowu odciągając od siebie jego ręce.
- Mniam mniam – prychnął rudzielec, odpychając się od gruntu i przerzucił ich o 180 stopni.
Głowa Richarda uderzyła w ziemię z głośnym tąpnięciem, ale zanim Ferris zdołał go znowu uderzyć, dopadł do niego młodziutki kochanek jego przeciwnika i złapał go za ramiona, ciągnąc w tył.
- Puść go! Puszczaj! – pisnął.
Ferris prychnął, wstając dzięki podparciu z tyłu.
- Zbieraj sobie tego trutnia jak chcesz – mruknął, otrzepując ubranie.
Chłopak od razu przypadł do Richarda, oddychając ciężko i przecierając mu twarz.
- Wszystko w porządku? – dopytał, raz jeszcze zerkając na Ferrisa wrogo. Ten jednak już odchodził, znikając powoli za krzewami.

*

Ferris cały dzień unikał Dimy. Specjalnie nie poszedł na kolację, bo nie chciał znów zetknąć się z nim w miejscu publicznym. Zły i rozgoryczony, położył się do łóżka w długiej, luźnej koszuli, rozmyślając gorączkowo. Przypuszczał, że Dima się opamięta i przyjdzie go przeprosić. Widział go kilka razy z oddali, gdy krążył po posiadłości, rozmawiając z różnymi ludźmi. Czas jednak mijał, a Dima nie pojawiał się, ani nie pukał do jego drzwi.
Ferris przełknął ślinę, zmartwiony. Mężczyzna najwyraźniej zupełnie się z nim nie liczył. Wydawało mu się, że zbliżyli się do siebie, ale najwyraźniej miał go tylko za pięknego chłopca!
Młodzieniec skrzywił się, wciskając twarz w poduszkę.
- Kretyn… – burknął w nią, wyjątkowo nieszczęśliwy.
Musiało być już dobrze po północy, kiedy usłyszał ciche pukanie. Ferris odetchnął cicho, ale od razu wysunął się spod kołdry i boso doszedł do drzwi. W ostatniej chwili powstrzymał się przed odsunięciem zamka i odchrząknął cicho, by wydawało się, że stoi dalej.
- Kto tam?
- … To ja. Dima… – usłyszał cichy głos.
Ferris wciągnął głucho powietrze, nagle czując panikę na myśl, że może mężczyzna chce puścić wszystko w niepamięć i przyszedł tylko po pieszczoty. Przełknął jednak ślinę i dość szybkim ruchem otworzył drzwi. Mimo tak późnej pory, Dima był w całości ubrany. Ręce jednak trzymał nieformalnie w kieszeniach.
- Przepraszam, za późną porę… – mruknął, obserwując Ferrisa.
Młodzieniec spuścił wzrok, usuwając się, by wpuścić go do swojego skromnego pokoju. Było to dawne pomieszczenie dla służby: z pochyłym dachem, wyposażone tylko w proste łóżko, krzesło i umywalnię.
- Uhm… nie zajmę ci dużo czasu – powiedział Dima szybko, nie wchodząc jednak do środka. Cały wydawał się spięty.
- Nie będę rozmawiał przez próg – mruknął Ferris głucho, idąc powoli w stronę łóżka. Sięgająca kolan, cienka koszula na tle świecy ukazywała kształt jego ciała pod spodem.
Dima przełknął ślinę i wszedł w końcu powoli, zamykając za sobą drzwi. Chłopak obrócił się w jego kierunku, posyłając mu wyczekujące, napięte spojrzenie.
- Chciałbym tylko… upewnić się, że wszystko jest jasne, co do jutrzejszej podróży. Jeśli może nie masz zegarka… Przyniosłem ci… – wydusił.
Ferris rozchylił wargi, wpatrując się w niego intensywnie. Poczuł się dziwnie, widząc tę pełną napięcia… nieporadność.
- Tylko po to przyszedłeś?
- …Tak, bo jeśli byś nie życzył sobie jechać ze mną, to musimy ustalić inne… y… inny transport… – mruknął Dima, spuszczając wzrok.
Ferris nabrał powietrza, czując gorąco na policzkach.
- Jeszcze nikt nigdy mnie tak nie obraził. Nigdy!
- Wiedziałem, że to nie ma sensu! – warknął Dima, bardziej do siebie niż Ferrisa i, cały spięty, od razu ruszył do drzwi. Chłopak jednak szybko pokonał dzielący ich dystans, łapiąc go za ramię.
- Uciekasz?!

Dima aż otworzył szerzej oczy, obracając się do niego, wściekły.
- Kpisz ze mnie!? Próbuję wykazać dobrą wolę i wyjść, bo inaczej zaraz cię rozniosę! – wybuchł, pochylając się do niego przytłaczająco.
Ferris wciągnął głucho powietrze, odruchowo, dla równowagi łapiąc się poły jego marynarki.
- Za co? To ty mnie kompletnie zignorowałeś!
- Ja ciebie!? Zrobiłeś ze mnie idiotę przy wszystkich. Jakbym nie wiedział o czym mówię! Nie mogłeś poczekać aż będziemy sami i dopytać!?
- To ty zrobiłeś ze mnie kogoś, kogo można przestawić jak pionek na szachownicy! – syknął Ferris ze złością, marszcząc nos. – Jak mogłeś wyrazić za mnie zgodę na uczestnictwo w tym wszystkim!
Dima zmarszczył brwi.
- Słucham? To cię w ogóle nie dotyczy. Mówiłeś, że nie chcesz się w to angażować…
- Jak nie dotyczy?! – zirytował się Ferris. – O’Donnel mówił o nas obu!
- To nie… znaczy… To tylko forma, bo razem jedziemy. Ja zrobię to wszystko… – wydusił, patrząc na niego, zraniony.
Ferris odetchnął cicho, zbliżając się o krok i wpatrując się mu prosto w oczy. Przełknął ślinę, spięty.
- Dlaczego nie sprostowałeś…? – spytał bezradnie. – Myślałem… że mnie zignorowałeś…
- Nie chciałem o tym dyskutować przy ludziach przy stole – burknął, robiąc krok do tyłu. – Szczególnie, że wiem jak bez zahamowań wyrażasz swoje zdanie. Zabiegam o wsparcie O’Donnela, a ty to niemal zepsułeś.
- Nie byłoby tego, gdybyś od razu powiedział o co chodzi! – uparł się Ferris. – Poczułem się, jakbyś miał mnie za dziecko!
Dima patrzył na niego bez zrozumienia.
- Kiedy…?
- Kiedy zaczęliście obaj rozmawiać o tym, co MY obaj będziemy robić. Zupełnie jakbym był w tym wszystkim pominięty! – poskarżył się młodzieniec.
Dima sapnął cicho, mierząc go zmęczonym spojrzeniem.
- Chciałbym tylko, jeśli nie wspierasz moich akcji, abyś nie wyrażał tego zdania publicznie. Zadbam o twoje bezpieczeństwo.
Ferris złapał go za marynarkę, kręcąc głową.
- A co z twoim bezpieczeństwem?
Odpowiedziało mu zaskoczenie na twarzy Dimy.
- Hm?
- No pytam się: co z twoim bezpieczeństwem? – powtórzył Ferris nieco głośniej, przysuwając się bliżej i patrząc Dimie prosto w oczy. – Co jeśli tobie coś się stanie?
- J…jest ryzyko. Tak wybieram. Muszę to… to jest moja droga. – Spojrzał na niego niepewnie.
- Ty musisz wyzdrowieć przede wszystkim… – jęknął Ferris, obejmując go ramieniem i przysuwając się całkiem blisko w cienkiej, luźnej koszuli. – Wrócić ze mną do Londynu – dodał niemal błagalnym tonem.
Dima patrzył mu w oczy bez zrozumienia.
- Martwisz się o mnie?
Młodzieniec potrząsnął głową z niedowierzaniem.
- Jak możesz w ogóle o to pytać… – jęknął nieco bezradnie, głaszcząc palcami szyję Dimy,  który odetchnął gwałtownie.
- No tak… – Kiwnął w końcu głową. – Nic mi nie będzie.
- Teraz tak mówisz… – szepnął mu Ferris do ucha, przytulając się.
- To dla mnie ważne. To są ludzie, którzy będą za parę miesięcy moi – powiedział cicho i z naciskiem, ściskając lekko jego ramię.
- Ja jestem mniej ważny? – prychnął chłopak w jego szyję.
- Ferris… jesteś niezwykły… namiętny… inteligentny… ale to tylko moja przyjemność. Sprawy kraju są niestety ponad to…
- “Przyjemność”? – powtórzył Ferris, aż się nieco odsuwając, ze zmarszczonymi brwiami. – To wszystko? – Dima nie wydawał się mu mężczyzną, który traktowałby ludzi przedmiotowo, ale jak mógłby wiedzieć to na pewno? Szczególnie, że był jego pierwszym mężczyzną. Może roił sobie, że to tylko taki przerywnik od życia… jak wielu z nich.
Rosjanin przełknął ślinę, obserwując Ferrisa. Jego oddech wyraźnie przyspieszył.
- … Ja.. nie wiem… jak to… ująć… – Mimo tych niepewnych słów, jego twarz jednak z każdą chwilą wyglądała tylko bardziej groźnie.
Ferris odetchnął, niepewnie.
- Może się zastanów? – zasugerował.
- Po prostu… ja to wybrałem…
- Co? – spytał chłopak, odgarniając włosy nieco nerwowo. Nie lubił nie wiedzieć, na czym stoi, a przecież jeszcze wczoraj myślał, że wie.
- To ryzyko. To dla mnie ważne. Nie stawiaj mnie pod ścianą – poprosił w końcu Rosjanin.
- … nie o to pytam… – jęknął Ferris, znów przeczesując włosy.
Dima uciekł wzrokiem.
- Hm?
Młodzieniec także wbił wzrok we własne stopy, ale zaraz doszedł do Dimy, wsuwając dłonie pod jego marynarkę.
- Jesteśmy przyjaciółmi, prawda?
Ciało mężczyzny całe było spięte.
- Nie… – powiedział cicho.
Ferris odsunął się nieco, zaciskając wargi. Mięśnie przy jego szczęce drgnęły w napięciu, gdy z wysiłkiem wypuścił powietrze przez nos. Nie sądził, że jedno słowo mogłoby go aż tak rozczarować.
- Rozumiem – powiedział po dłuższej chwili, nie patrząc na Dimę.
- Tak? – westchnął Rosjanin, łapiąc go lekko za nadgarstek.
Ferris spojrzał bezradnie w dół, nie odpowiadając przez dłuższą chwilę.
- Tak… nie wymagam nic od ciebie. Ale chcę wiedzieć – odparł w końcu cicho.
- To nie jest przyjaźń. Ale nie wiem jak to nazwać… – powiedział Dima cicho. – To mnie tak… tak wybucha we mnie…
Ferris spojrzał na niego płasko, po czym objął go gwałtownie za szyję, agresywnie całując w usta. Właśnie to chciał usłyszeć.
Dima rozchylił wargi, oddychając ciężko przez nos. Objął towarzysza w pasie.
- Oh… we mnie też… – sapnął Ferris, dotykając jego prawdziwej ręki i zsuwając dłoń niżej. Zaśmiał się głucho, upojony satysfakcją, że Dima pragnie go równie mocno jak on jego. Mógł by być nowym Richardem. Lepszym.
- I… to dla mnie nowe… ale trwa już… i trwa… i nie czuję z tym tak pewnie jak we wszystkim innym…
- Tak… od kiedy trwa? – szepnął Ferris, głaszcząc go po twarzy, zanurzając palce w miękke, gęste bokobrody i całując mężczyznę po policzku. Oddychał płytko.
- Jak… poznaliśmy się trochę lepiej… Jak obserwowałem cię, jeszcze u krawca – powiedział cicho. – Takie masz długie te włosy i pachniesz, i te szczupłe palce… – wydusił bezradnie.
Ferris pocałował go znowu, wzdychając ciężko.
- Ja poczułem to, kiedy na mnie spojrzałeś – wyznał.
- Hm? – Dima aż zamrugał.
Ferris uśmiechnął się do niego lekko, stojąc tak blisko, że niemal wdychał wydychane przed drugiego mężczyznę powietrze.
- Masz takie ciemne, intensywne spojrzenie… jakbyś wbił mnie nim w ziemię…
- Ale, nie że widać? Że… tak czuję? – dopytał, ale uśmiechnął się lekko.
Ferris uśmiechnął się lekko.
- Wtedy myślałem, że ci się nie spodobałem. Ale teraz już znam prawdziwe znaczenie tego wzroku… – stwierdził, przytulając się do niego.
- To ty mi powiedziałeś, że jestem paskudny, kiedy przyszedłem się dowiedzieć, czy może, jakimś cudem, ci się podobam – prychnął Dima.
- Bo mówiłeś o tym, jakby to było coś ohydnego! Wolałem udawać, że jest odwrotnie… zwłaszcza po tym, jak mnie odsuwałeś… i powiedziałeś na balu, że to co robię jest odrażające! – przypomniał mu młodzieniec.
Dima uciekł wzrokiem i zamilkł, głaszcząc go po plecach. Chłopak przytulił się mocniej, układając policzek na jego ramieniu.
- To też bolało… dałeś mi się do siebie zbliżyć, a potem nagle odepchnąłeś – poskarżył się.
- Bo.. nigdy nie spotkałem się z kimś takim… chyba trochę spanikowałem… – wyznał szeptem.
Ferris trącił go lekko nosem, wzdychając.
- Ale i tak miło było… cię golić, ubierać… masować… – powiedział znacząco. – Z chęcią bym to kiedyś poprowadził dalej…
- Przepraszam, że musiałeś… – jęknął Dima.
- “Musiałem”? – prychnął chłopak. – To było… na tyle przyjemne, że mógłbyś sobie tego nie życzyć…
- Tak? – Rosjanin masował jego plecy wielką dłonią.
- Mhm… – westchnął Ferris, wpatrując się w niego żarliwie. – To było takie… prywatne.
- I upokarzające… – pokręcił głową.
- Przepraszam… – westchnął Ferris. – Miałem… swoje cele, ale też chciałem pomóc.
- Po prostu… gdybym wiedział, nie pchałbym cię w taką sytuację. Możesz mówić co chcesz, ale ja wiem, że moje kalectwo nie jest zbyt atrakcyjne.
- Przestań! – zirytował się Ferris. – To tylko odcięta ręka!
- Bez której nie mogłem założyć paska… – Pokręcił głową starszy mężczyzna.
- No i? Byłem tam z tobą. – Ferris dotknął drewnianej ręki przez materiał i powoli przesunął po niej palcami w górę. – Nie wstydź się mnie – poprosił.
- Nikt nie ceni bezradnego mężczyzny – powiedział Dima stanowczo, nie odsuwając się jednak.
- Dima… – westchnął Ferris. – Mógłbyś mnie zgnieść, gdy jesteśmy sami… to powód, żeby mnie nie cenić?
Rosjanin zagryzł lekko wargę.
- No nie…
- No nie – zgodził się młodszy mężczyzna, zaglądając mu w oczy. – Chciałbym, byś był ze mną równie bezradny jak ja z tobą – szepnął, leciuteńko przesuwając palcami po jego sztucznej ręce, aż na szyję.
Dima uśmiechnął się lekko.
- Uratowałeś mi życie. – Patrzył mu intensywnie w oczy.
Ferris odetchnął cicho, mając wrażenie, że nie byłby w stanie nawet drgnąć pod tym spojrzeniem.
- Tak.
- Czyli… wszystko dobrze? Jedziemy jutro razem, tak? – Dima pocałował go lekko.
- Mhm… – Ferris wsunął mu dłoń do kieszeni, wyjmując powolnym ruchem zegarek. Uśmiechnął się szeroko. – Nie mogę się doczekać: będziesz tylko mój przez całą drogę.
Dima uśmiechnął się lekko.
- Myślę, że przetrwam.
- Myślę, że będziesz się bardzo szeroko uśmiechał – odparł Ferris ze śmiechem, odsuwając się i patrząc mu wesoło w oczy.
- Co to ma znaczyć? – Dima pogłaskał go jeszcze po włosach.
- Już ty dobrze wiesz! – prychnął chłopak, popatrując na jego dłoń, ale nie przysuwając się, chcąc już teraz dać mu się stęsknić.
- Że miło spędzimy podróż… – zamruczał Rosjanin, odsuwając się powoli.
- Bardzo miło – potwierdził Ferris, ściskając zegarek w dłoni i prowadząc go spojrzeniem. Tak naprawdę wcale nie chciał go wypuszczać, ale wiedział, że powinni się wyspać.
Dima odetchnął ciężko, ale wycofał się do drzwi.
- Miłych snów.
- Na pewno – odparł chłopak nieco chrapliwie i mrugnął mu na pożegnanie.
Rosjanin obejrzał się raz jeszcze na niego, tym swoim ciemnym spojrzeniem, zanim zamknął drzwi za sobą, a Ferris pozostał z własnymi myślami.
Doszedł szybko do drzwi, wzdychając głucho i dopiero po chwili zasuwając zasuwę. Dawno nie przeżywał tyle ekscytacji i prawdę mówiąc, obawiał się, że nie będzie w stanie zasnąć.

25 thoughts on “Aż Serce Zamiera – 21 – Bezradność

  1. Kochany Dima <3 Gdy jest przy nim Ferris jest taki słodki i bezradny…. pewnie nikt się ze mna nie zgodzi ale przypomina mi on wtedy Jamiego gdy migdali się z Neilem… taki wielki słodziak :D

  2. Kiedy będzie pierwszy rozdział Lwa i Jednorożca?
    Z jednej strony chcę, aby był już, a z drugiej, wiem, że wtedy drugiego nie będę się mogła jeszcze bardziej doczekać. Ach, kocham to co tworzycie. :)

  3. mnie też nudzi Gareth. Jakoś to jego skrzywione poczucie wartości i tan cały lord szatan mnie nie kręcą. Miałam nadzieję że się wyrobi przy tym całym Clincie (czy jak mu tam), ale póki co, z tego wynika, że będzie nadal się rozwijał w kierunku wyuzdanego władcy. I o le Quentin był uroczy o tyle Asmodeusz jest obleśny. Przede wszystkim dlatego że nie lubię małp, po prostu nie znoszę. A na zwierzaki w ubrankach to już nie mogę patrzeć.
    Ostatnio jednak dochodzę do wniosku, że Gareth mimo całej swojej postawy maczo, nadawałby się na uke (przepraszam za określenie, ale wg. mnie najlepiej wyraża to co mam na myśli). Myślę że świetną para dla niego były …. Morgan, uważam wręcz że są dla siebie przeznaczenie, cały czas na siebie wpadają:>

  4. Hm gdybym miała się domyślać to powiedziałabym, że piszesz właśnie niego :p Nie wiem czemu, ale jakieś takie skojarzenie, hehe postacie Berniaka wydają mi się takie bardziej rozwiązłe i drapieżne(ale tak pozytywnie),chociaż nie mogę rozkminić która z was pisała Lucasa GA, bo to jest taki oryginał że ciężko przypasować XD

  5. Aaaach, co tu gadać, uwielbiam to opowiadanie. Uwielbiam Ferrisa i Dimę. Uwielbiam wszystko co jest w tym opowiadaniu oprócz wątków z Gerethem które zawsze omijam. To, co jest między Dimą a rudzielcem, te ich przekomarzania się, kłótnie, spory… czytam to wszystko z jednym tchem a gdy znów się godzą i są dla siebie czuli – uśmiech nie schodzi mi z twarzy.

  6. Mi też ta sprzeczka Richarda i Ferisa wydawała się komiczna, pewnie dlatego , że rudowłosy był taki wkurzony na Dime, a wyżył się na Richardzie. Popieram bo należało się gadzinie pustej. Nie wiem czy bardziej lubię jak się Dima i Ferris kłócą, czy jak się miziają, w obydwu sytuacjach jest tyle pasji, nie wiem to chyba przez tą rosyjską duszę Dimy i ognisty temperament Ferrisa. Uwielbiam ich z osobna, a razem są jak jakieś uberseksowne kombo:p Fajnie opisałyście sytuację z punktu widzenia zarówno Ferrisa jak i Dimy. Jak zwykle chłopaki rozczuliły mnie, już nawet nie wiem , który bardziej. To że im tak zależy, a jednocześnie boją się jakiś poważniejszych deklaracji, sprawia iż przypominają mi zakochanych nastolatków, w dodatku Dima jest taki rozkosznie niepewny cały czas tak się zachwyca Ferrisem, że normalnie chciałabym wejść w skórę rudzielca jak to czytam. Aww <3

  7. “Sugerujesz, że jestem mięczakiem? Jak chorągiew na wietrze? – Wsunął kciuk za pasek jego spodni i przesunął nim drażniąco wzdłuż krawędzi materiału..” Ohoho Dima szaleje :D
    Cieszę się, że opuszczą w końcu to miejsce i ruszą w dalszą podróż, chociaż chciałabym też wiedzieć co wyczynia teraz Daisy :D
    Ferris i Richard-nie mogę przestać oprzeć się wrażeniu, że ich sprzeczka i bójka wyglądały bardzo komicznie xD

  8. wszystko super, pięknie, tradycyjnie baaardzo mi się podobało.
    Tylko kiedy, ja się pytam, Dima pójdzie na całość z Ferrisem! Rozumiem że dziś środa popielcowa i w ramach postu nie dostałyśmy gorącej scenki w składziku! Eh.. ile jeszcze będę musiała czekać. :>

  9. Och jak ja lubię takie nie porozumienia w waszym wykonaniu ;]
    I potem zawsze takie namiętne pojednywanie się :D
    A jeszcze jak się Ferris wnerwił na Richarda. Grrr facet jest naprawdę świnią, mimo tego że niby uratował tamtego chłopaka, to i tak jest świnią że go potem tak reklamował jak szynkę na wystawie >.<. Kibicowałam Ferrisowi żeby złamał mu nos… mam nadzieję że mu się udało :P!!

  10. To ja się wybiję i powiem, że lubię Richarda i to jemu kibicowałam w tej sprzeczce XD Bo Ferris zachował się strasznie szczeniacko i szkoda mi było Richarda, że na nim wyładowuje swoje frustracje. Kłótnia przy stole podobnie; jak jeden chciał wyjść, potem drugi kogucik “NIE! JA wyjdę!” to miałam taki zaskok, o co w ogóle tyle szumu XD A tu taka tragedia wyszła, haha. Istny dramat XD Ale, ale, oczywiste było, że się pogodzą! <3 Widać, że obaj mają do siebie słabość, więc prędzej czy później musiało być mizianko :) No i lubię Lin! Fajna babeczka, cieszę się, że będzie jej więcej. Skojarzyło mi się dziwnie z Kuroshitsuji XD Tam czasy zresztą podobne, miejsce akcji też, a Lin to tan Ran Mao XD No ogólnie jednak szkoda, że się wynoszą. Fajna miejscówka tutaj jest, no i homoseksualizm nie jest tu tabu, a oni mogą się miziać :) Ale wszystko co dobre szybko się kończy, chociaż zapewne poza tym małym "obozem" znajdą się jeszcze inne atrakcje :)

  11. Och, borzu. Powiedzcie mi, jak tu ich nie kochać? Uwielbiam Dimę, uwielbiam. W kontaktach z Ferrisem jest taki uroczo nieporadny, ale jeżeli już chodzi o kontakty z obcymi to jest taki pewny siebie. No co ja mogę powiedzieć? Świetnie wykreowana postać :)
    Też nie lubię Richarda, ale ta jego kłótnia z Ferrisem była całkiem fajna :D Miałam nadzieję, że może Ferrisowi uda się mu jakoś bardziej przywalić, żeby dostał za swoje xD
    A koniec rozdziału cudooowny. Aż uśmiechnęłam się do monitora i ten uśmiech wcale nie był wywołany myślą na temat tego, co może dziać się podczas tej podróży xD. Po prostu to ich pogodzenie się było urocze :3 Ferris i Dima pasują do siebie jak Dom i Seth :D

  12. Brawo Ferris! Należało się Richardowi, którego już wiem że nie polubię ;d Dimuś jaki słodziak, gdy tak nie wiedział jak się wysłowić (swoją droga to troszkę mi przypomina Adasia,bo on tez miał problemy z określeniem swoich uczuć i był też dużym facetem ). Tak świetnie ograłyście całą sytuację, że już sam nie wiedziałem o co chodzi, no mistrzostwo ;d
    Jesteście boskie i uwielbiam to opo <3

  13. Nie lubię Richarda. W każdym razie po tym rozdziale.
    Małe nieporozumienie między Ferrisem i Dimą było fajne. Takie rzeczy są potrzebne, ukazały, że czasami jedno słowo, niedopowiedzenie, może doprowadzić do czegoś większego, zranienia kogoś. Obaj poczuli się po tym źle, ale za to mogli się później pogodzić. :) Podróż zapowiada się obiecująco. :)

  14. Jakie nieporozumienia śmieszne xD Dima w ogole sie nie umie wyrazic ;P haha taki wielki i nieporadny. Ciezko interpretowac to co mówi… kurde, niefajnie uslyszec ze sie jest czyjąs przyjemnoscia tylko…

    smiac mi sie chcialo z gowniarskiego zachowania Ferrisa :P jak sie z Riczem pobili xD haha ale dobrze mu nawrzucał ;P

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s