Halloween Special BRMB – 4 – Powrót Króla

Sky kopnął puszkę, idąc ulicą z gitarą przewieszoną przez plecy. Był już w dziewięciu barach i nie miał wiele powodzenia. W jednym zgodzili się go przesłuchać, a w innym zaproponowali darmowy występ, ale na razie nie nazwałby tego powodzeniem. Gdy szedł dość długą ulicą na którą składały się wyłącznie domy mieszkalne, poczuł na nosie kilka kropel chłodnej wody. Wystarczyło, by spojrzał w górę i spadło ich więcej. Po chwili, deszcz rozpadał się całkiem. Pociągnął nosem, sfrustrowany. Czy naprawdę nie nadawał się do niczego? Nie było nikogo komu jego muzyka spodobałaby się na tyle, żeby chciał zapłacić za występ?
Nakrył kurtką głowę i szedł dalej, zakręcając w aleję bliżej domu. Na tej trasie zostały mu jeszcze do odhaczenia dwa bary. Szedł wzdłuż wyplakatowanego płotu i  dopiero po chwili zreflektował, zdając sobie sprawę, że miga mu kątem oka coś znajomego. Przystanął i zerknął wprost we własną twarz. Czytaj dalej

Halloween Special BRMB – 3 – Ze szczytu na dno

Sky siedział na swoim stołku w barze, na podwyższeniu gdzie dawał małe koncerty i grał balladę Elvisa. Zawsze go to uspokajało.
- “You are always on my mind.. You are always on my mind…” – zaśpiewał, przymykając oczy i kołysząc się nieco do muzyki.
Jakby w odpowiedzi na tekst, usłyszał głośne, szybkie kroki na schodach i już po chwili, do baru wpadł Vincent, uśmiechnięty szeroko i wyraźnie rozluźniony. Dopadł do kochanka i przyciągnął go za kołnierz, całując mocno. Ten zamrugał zszokowany, a Gloria, siedząca w jednej z zatoczek z pluszowymi siedzeniami, otworzyła szerzej oczy i zasłoniła usta dłońmi.
- Vince! – Sky aż pisnął, spanikowany.
Mężczyzna zamrugał, kierując wzrok tam, gdzie on i aż na niego nieco opadł na widok córki. Serce zaczęło bić mu w piersi jak szalone, a na jego twarzy pojawiły się wypieki. Wiedział, że nie było sensu udawać, że to przyjacielski gest. Czytaj dalej

Halloween Special BRMB – 2 – Niespodziewane wieści

Na szczęście, na posterunku nie spotkały ich nieprzyjemności większe niż niewybredne żarty i brak śniadania. Vince był jednak wyjątkowo ponury, wciąż wracając pamięcią do momentu, gdy nastolatka nagle się odezwała. Nie rozumiał po prostu. Niestety, nie mógł spytać o nic dokładnego, ale była tylko jedna kobieta, która mogłaby być jej matką.
Sky wydawał się wszystkim strasznie przybity, a do tego całą noc męczył się, żeby nie płakać. Nie chciał dać im tej satysfakcji. Nie wierzył, że tak zniszczyli wszystko na co z trudem z Vincem pracowali. I jeszcze ta dziewczyna. Czekała na nich na posterunku, gdzie też nocowała. Sky spojrzał niepewnie w jej oczy, kiedy powoli weszli do poczekalni. Nie wierzył wprost, że Vince był tak bezmyślny. A to do tego było w czasie kiedy już spotykał się z nim…
Dziewczyna momentalnie podniosła się z ławeczki, wpatrując się w Vincenta, który powoli podszedł do niej z rękoma w kieszeniach.
- Cześć… – powiedział, nie bardzo wiedząc, jak zacząć. Czuł się skrępowany jak jeszcze nigdy. Czytaj dalej

Halloween special – Nalot

Był koniec października, ale w Los Angeles i tak było słonecznie i ciepło. Jasne, popołudniowe światło słońca oświetlało dość spokojną, o tej porze, ulicę o niskiej, nieco klockowatej zabudowie. Wiele budynków na dolnym piętrze mieściło sklepy, salony fryzjerskie i tym podobne miejsca. W kamieniczce znajdującej się na rogu, pomiędzy rozwidlającymi się ulicami, mieścił się bar o małych, dość ciemnych oknach. Na ścianach wisiało kilka obrzępionych plakatów, ale jako że otwierał się tylko wieczorami, w obecnej chwili było w nim cicho i pusto.
Wnętrze wyglądało na nieremontowane od przynajmniej dziesięciu lat: mocne, drewniane stoły były porysowane, podłoga zmatowiała, a jedno z luster, zawieszonych nad siedzeniami przy ścianach, było wyraźnie pęknięte. Mimo to, spelunka była dość czysta i na swój sposób przytulna. Ze względu na porę roku, ozdabiały ją halloweenowe dekoracje: duży, plastikowy szkielet przy wejściu, sztuczne pajęczyny na suficie i w strategicznych miejscach, z góry zwisały gumowe nietoperze, a na barze i kilku większych stołach, stały starannie powycinane dynie. Czytaj dalej

Black Rebel Motorcycle Boys – 45 – Reaching to the Sky

Vince siedział przed swoim namiotem, popalając papierosa. Jadł fasolkę z puszki, którą podgrzał nad ogniskiem nad którym gotował. Miał dobry czas. Wiatr szarpał drzewami, burząc też jezioro, a ciemnoszare i granatowe chmury były już nad jego głową. Wiedział, że czeka go bardzo wilgotna noc. Kolejna w maleńkim, szaroburym namiocie. Westchnął ciężko, dokańczając swoją kolację i popił ją sporym łykiem piwa. Tęsknił. Nie spędzał zbyt wiele czasu z kumplami, a do Skya bał się tak wcześnie zbliżać. Widział go tylko dwa razy… A do tego chłopak był trzymany przez rodziców i brata na krótkiej smyczy. Czytaj dalej

Black Rebel Motorcycle Boys – 44 – Nadchodzi burza.

Rock spojrzał smętnie na swoje i Tracy zdjęcie zrobione na Święcie Kukurydzy rok temu. Faktycznie, nie była zachwycona, że ma iść sama, on jednak musiał zająć się bratem. Bardzo się o niego martwił, zwłaszcza, że przestał nawet słyszeć zza ściany brzdąkania gitary. Był już zmęczony, więc uznał, że zrobi sobie przerwę i podreptał do pokoju obok. Po chwili wahania, zapukał do drzwi. Trwało to dłuższą chwilę, ale w końcu usłyszał ze środka „proszę”.  Odetchnął i wszedł do pokoju brata. Sky leżał na łóżku, plecami do niego.
- Co chcesz? – mruknął smętnie.
Rock westchnął ciężko, siadając na krześle przy jego biurku i spojrzał na niego, splatając ręce między udami.
- Sky, jak się czujesz? Czytaj dalej

Ulubione cytaty

Macie jakieś ulubione cytaty z naszych opowiadań albo komentarzy czytelników? Ostatnio była o tym dyskusja na chacie, której rezultatem był uroczy tshirt z napisem “No bo Doom nooo”. Ciekawe jesteśmy co myśli ‘szersza publika’ :) Nam przychodzi jeszcze do głowy “Ser Gej”, ale może utkwiło wam w pamięci coś zupełnie innego?