Kiedy konie zatrzymały się na polance przy jeziorze, Remidoff obejrzał się w końcu za siebie i zobaczył jak pyłowa pokrywa zasklepia się na nowo, pozostawiając ich zamkniętych w tej niezwykłej oazie. Nie czuł jednak ani namiastki niepokoju. Cała jego istota podpowiadała mu, że to bezpieczne miejsce. Jego włosy zaczęły powoli cofać się z Cyana.
- Cudownie! – ucieszył się głośno i beztrosko Firezzo, klękając przy wodzie i zanurzając w niej twarz.
Xan tylko rzucił Cyanowi bardzo niepewne spojrzenie. Ten odetchnął ciężko, bardzo powoli zsuwając się z konia i rozglądając się dookoła.
- Co to za miejsce? – sapnął, zerkając na dorodnego tukana, który czyścił pióra na pobliskim drzewku. Dookoła słychać było odgłosy, których żaden z księżycowych elfów prawdopodobnie jeszcze nie słyszał: pokrzykiwania i trele, które musiały chyba pochodzić od zwierząt. W tle, przyjemnie szumiał wodospad. Czytaj dalej
Archiwum kategorii: Urodzeni pod Księżycem
Urodzeni pod Księżycem – 18 – Lawina wydarzeń
Remidoff siedział w swoim pokoju jak na szpilkach, nerwowo przesuwając cienie po ścianie w chaotycznych wzorach. Tak bardzo bał się o Cyana! Nie chciał go stracić. Nie żałował ich wczorajszej nocy, ale był taki przytłoczony wszystkim co się obecnie działo! Nie tknął nawet swojego obiadu. Lekarz na nowo zabandażował mu dokładnie uszy i choć nie był tym zachwycony, na zostawił na razie kolczyki. Nagle, usłyszał mało kulturalny łomot do drzwi. Uniósł głowę, niemal do nich podbiegając i otwierając od razu. Na progu ujrzał stajennego, któremu swego czasu groził. Ten rozejrzał się nerwowo i uniósł na tanelfa wzrok, zwilżając małe, dość wąskie wargi charakterystyczne dla jego rasy.
- Wyrzucają go – powiedział, po czym odchrząknął i dość sztywno dodał, że mu przykro.
- Niee! – Remidoff aż się zachwiał, z trudem łapiąc oddechy. – Nie zgadzam się! Nie zgadzam! – zaczął powtarzać histerycznie i biegnąc do jednej ze swoich szafek. Czytaj dalej
Urodzeni pod Księżycem – 17 – Na piaskach pustyni
Cyan pochylił się, całując jego dłonie przez rękawiczki i patrząc na niego całkiem szczerze.
- U nas jest taki zwyczaj, że zawieszamy ozdoby w uszach… – westchnął, zerkając na niego pytająco.
- Takie? – wskazał jego zausznice i nie omieszkał przy tym musnąć palcami jego ucha. Mężczyzna aż zadrżał, na chwilę przymykając oczy.
- Nie… Przebijamy je małą igłą – powiedział, łapiąc się za płatek ucha. – To nie boli bardzo – zapewnił od razu.
- Igłą… – powtórzył, oddychając ciężej. – Na zawsze – dodał poważnie.
Cyan aż spoważniał, czując, że ściska mu się żołądek.
- Tak właśnie ma być, kochany… Czytaj dalej
Urodzeni pod Księżycem – 16 – Na zawsze
- Panie Ranvin, lekarze stwierdzili, że tu jest pana miejsce. Nierozważnym byłoby się im sprzeciwiać…
Remidoff nie fatygował się już z notatką i zaczął szybko pisać cieniem na szybie. Zerknął z irytacją na broszki przy ich kołnierzykach. Gdyby też taką miał, byłoby mu o wiele łatwiej się z nimi porozumiewać.
“Nie interesuje mnie to. Żądam powrotu do pierwszego bloku!” Aż zapukał znowu w szybę.
Przełożona przełknęła lekko ślinę, zerkając znacząco na swojego podwładnego.
- Myślę, że powinien porozmawiać pan z panem Pavollo…
Na te słowa, jasnowłosy tanelf wycofał się znów z pomieszczenia. Remidoff rozłożył ręce na boki i spojrzał na nią wyczekująco.
- Czy brakuje panu czegoś? Wszystko możemy zapewnić – odezwała się wreszcie kobieta, przerywając niezręczną ciszę.
Remidoff zaczął zamaszyście pisać po szybie. Czytaj dalej
Urodzeni pod Księżycem – 15 – Pakt
Posiadłość o smukłych białych kolumnach stała wśród zielonych traw, na których pasły się maleńkie kózki o błyszczącej zdrowej sierści. Ich złociste dzwoneczki przy szyi pobrzękiwały, tworząc spójną muzykę, wspomaganą jeszcze szumem wiatru, który poruszał umieszczonymi w drzewach niewielkimi pozytywkami z drewna. Do tego jeszcze śpiewały ptaki.
Dom był wielki i podłużny. Wysoki na trzy piętra, o dziesiątkach pokoi, wielkich strzelistych oknach. Część elewacji miała złote elementy, które błyszczały się w słońcu poranka. Kolumny przy frontowym wejściu ozdobione były rzeźbami wielkich białych kruków. Niektóre z nich miały otwarte dzioby jakby zastygły w krzyku. Czytaj dalej
Fanfik konkursowy by LordKurak
Urodzeni pod Księżycem – 14 – Umbra
Lilandra po raz kolejny przeszła się po alejce, którą czasem chadzała z Remidoffem. Czuła się tak bardzo źle. W piersiach czuła ogromny ciężar, a świat wydawał się nagle mało stabilny, mało bezpieczny. Przyciskała do serca książkę pożyczoną z biblioteki. Przypominała tę, którą dał jej Remidoff. Oh, nie mogła uwierzyć, że go zabrali!! Łzy cisnęły się jej do oczu, gdy myślała, że więcej go nie ujrzy. Nocami nie mogła spać, bo wciąż myślała o dotyku jego miękkich ust, ciepłym ciele. Dreszcze przechodziły ją na samą myśl, gdy wyobrażała, że mogliby posunąć się dalej, jak w tych powieściach. Mogliby stąd odejść i wyruszyć w podróż podniebnym okrętem. Mieli jeszcze przed sobą kilka lat względnego zdrowia, więc co stało na przeszkodzie?
Te myśli przerwał jednak dźwięk pospiesznych kroków na ścieżce wysypanej drobnymi kamyczkami.
- Pani Lilandro! – usłyszała za sobą głos Rainira, jednego z bibliotekarzy. Był zdyszany i zarumieniony na policzkach.
Odwróciła się od niego.
- Potrzebuję spokoju!! – powiedziała zdecydowanie bardziej nerwowo niż zwykle.
- Ależ pani Lilandro! – jęknął, dobiegając i zrównując się z nią krokiem. Miał jasną cerę, był mniej więcej ej wzrostu, a długie blond włosy, nosił spięte wstążką. – To może mieć związek z pani spokojem. Dotyczy ostatnio wypożyczonej książki. Musiała zajść jakaś pomyłka i jestem zmuszony poprosić o oddanie jej przed terminem – powiedział, dość zdenerwowany.
Lilandra odsunęła się momentalnie, przyciskając tomik mocniej do siebie. Czytaj dalej
Urodzeni pod Księżycem – 13 – Pojednanie
Firezzo pomagał w bibliotece i wreszcie miał dopełnić jednego z pierwotnych planów – zostawienie w czytelni i na półkach książek, które tylko udają, że są czym innym. Z okładkami epopei geograficznych czy naukowych dzieł, a wnętrzem pełnym romansów, przygód, emocji i postaci. Potrzebował jednak pomocy. Od kiedy Rubina odeszła, naprawdę stawiał powodzenie tego przedsięwzięcia jako punkt swojego honoru. To co powiedział mu Cyan, o przeniesieniu Remidoffa, też go zresztą zmartwiło, bo ten tanelf wydawał się naprawdę jeszcze dosyć zdrowy i mógł być świetnym wsparciem kampanii przeciw ukrywaniu ich w Asylumach. Miał więc też własny interes w pomocy Cyanowi. Zamierzał jednak z elfa wycisnąć co tylko się da i obecnie postawił go na pozycji Zwiadowcy Bibliotecznego, czyli bardziej prozaicznie – Cyan miał się upewniać, że nikt nie zbliża się, kiedy on podmienia książki, wyciągając je ze swojego cienia i chowając do niego prawdziwe wersje.
Cyan przełknął ślinę, rozglądając się raz po raz. To, co widział we śnie wciąż go gniotło, ale pożegnał się z Remim w sposób, który po prostu musiał naprawić. Jęknął cicho, znów nerwowo poprawiając włosy. Wyglądało jednak na to, że plan Firezzo powiedzie się bez żadnego poślizgu, bo główny pracownik biblioteki, był bardzo zajęty przy biurku. Czytaj dalej
Urodzeni pod Księżycem – 12 – Prawdziwa twarz.
Stołówka pracownicza tanelfów różniła się w znacznym stopniu od tej, w której jadali elfowie księżycowi. Na jej kremowych ścianach umieszczone były, w złoconych ramach, obrazy pięknie podanego jedzenia. Od samego patrzenia na nie rósł apetyt. Nie była to też jedna, wielka hala, a pięć mniejszych, przytulnych pomieszczeń, każde z motywem innego typu jedzenia. Sala ‘deserowa’, przyozdobiona słodkimi motywami ciast, kremów, bez czy lukru, Sala ‘mięs’, gdzie królowały obrazy zakończonego polowania, lub zwierząt wypasanych na malowniczych stokach, czy kolejna, sala ‘owoców’, gdzie nawet żyrandol, jako ozdoby, miał wkomponowane kolorowe, szklane, imitacje owoców, odbijające bajkowo światło po przestrzeni. W niej właśnie siedział Firezzo, z dość skromnie, jak na siebie, splecionymi włosami. Nie miał nawet specjalnie apetytu na stojący przed nim, aromatyczny, czereśniowy chłodnik z małą porcją bitej śmietany z cynamonem. Rubina nie przyszła wczoraj na umówione spotkanie, a teraz nie pojawiała się na śniadaniu. Zaczynał zastanawiać się, czy jej czymś nie uraził.
Przy sąsiednim stoliku flirtowały ze sobą dwie piękne tanelfki. Dostrzegał, że pod stołem lekko muskają się stopami, powoli jedząc winogrona ze wspólnego talerza. Czytaj dalej
