Brighton i konferencja pisarzy GLBTQ

Do Brighton wybierałyśmy się na konferencję pisarzy, wydawców i czytelników literatury koncentrującej się na gejach, lesbijkach, biseksualistach, osobach trans i queer. Kasia miała akurat tydzień urlopu, postanowiłyśmy więc przy okazji zwiedzić ten słynny nadmorski kurort. Niestety, ceny hoteli zwaliły nas z nóg. Po kilku dniach poszukiwań, gdy nadzieje malały, trafiłyśmy na serwis Airbnb, który umożliwia wynajmowanie wolnych pokoi/domów od ich właścicieli. Można powiedzieć, że jest to tańsza alternatywa hotelików typu Bed and Breakfast (łóżko ze śniadaniem), bo za tydzień w pokoju wynajętym przez ten serwis zapłaciłyśmy tyle, co za weekend w tanim hoteliku. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę: naszymi gospodarzami było urocze, młode małżeństwo, które dawało nam rady dotyczące zwiedzania okolicy. Byli wyjątkowo gościnni, nawet odwieźli nas potem na stację:)
Mieszkali blisko morza, na urokliwej ulicy w Hove (miasta, które połączyło się z Brighton), oddalonego jakąś godzinę marszu o centrum miasta.
Pierwszego dnia delektowałyśmy się zapachem morza, pokonując tę drogę spacerem wzdłuż plaży.


Brighton słynie z 3 rzeczy: jest gejowską stolicą Wielkiej Brytanii (mniejszości seksualne stanowią największą grupę mniejszościową na terenie miasta), orientalnego pałacu księcia regenta i długiego, rozświetlonego mola. O pałacu napiszę dalej, bo molo jest obłędne, choćby dlatego, że na samym jego końcu znajduje się mały park rozrywki, łącznie z roller coasterem, nie wspominając o wielkiej sali gier z najróżniejszymi automatami. Klimat jak z innego świata;D W dodatku, dokładnie widać z niego szkielet starego mola, które spłonęło i nikt go nie rozebrał.


Pałac księcia regenta jest natomiast cudownie bajkowy. Przedstawia europejskie fantazje na temat orientu, z zewnątrz wygląda jak zamek sułtana, w środku dominuje wzornictwo peudochińskie. Największe wrażenie zrobiła na nas obłędna jadalnia: wielkie, przebogate pomieszczenie z długim stołem, nad którym wisiał ponad tonowy żyrandol zwisający z paszczy wielkiego smoka. Mniejsze smoki z kolei zionęły ogniem (światłem) przez trzymane w pyskach szklane kwiaty lotosu. Zupełny odlot;D


Widziałyśmy też edwardiański dom Preston Manor, ciekawy ze względu na fakt, że można w nim obejrzeć kwatery służby. W dodatku, akurat trafiłyśmy na szkolną wycieczkę. Dzieciaki poubierane były w historyczne stroje, a poważny i dystyngowany lokaj uczył je wykonywania różnych prac;D Coś fantastycznego.


Sporo też czasu spędziłyśmy oglądając mniejsze zabytki (np. muzeum zabawek, w którym można było wypróbować stare gry na monety:)) i chodziłyśmy po urokliwych uliczkach:)


Czas zleciał jak z bicza strzelił i oto nagle miałyśmy się spotkać z wszystkimi tymi ludźmi, którzy na pewno będą się znać XD Z duszą na ramieniu, wybrałyśmy się w przeddzień konferencji na rodzaj zapoznawczej kolacji. Zgodnie ze stereotypem, większość osób piszących romanse to panie w średnim wieku, co nieco nas przestraszyło. Na szczęście jednak, wszyscy byli tak mili i kontaktowi, że skrępowanie szybko minęło. Następnego dnia zjawiłyśmy się już na konferencji, która zaczęła się od wręczenia torebek z upominkami dla uczestników. Oprócz sponsorowanych materiałów takich jak książki, czy długopisy, były w nich promocyjne materiały od pisarzy (my podrukowałyśmy pocztówki z okładkami Scavengers, które przyjemnie wyróżniały się na tle innych;D), w tym pendrive z danymi na temat uczestników, krótkie historie, próbki książek, ale nawet i całe powieści w wersji elektronicznej:)


Cała konferencja miała postać pogadanek i paneli dyskusyjnych na różne tematy, przy czym przez większość czasu były do wyboru dwie opcje. Nas szczególnie zainteresował rodzaj wykładu Jordan Castillo Price (bardzo znanej autorki z USA), która opowiadała o początkach powieści m/m. przeczytała list, w którym wydawnictwo odrzucało jej powieść, twierdząc, że „jest za długa, ma za dużo treści i w sumie nie jest nawet aż taka sexy”. Wtedy, przed pojawieniem się łatwego dostępu do ebooków, wydawcy mieli realną władzę nad rynkiem, a uważali,że gatunków się nie miesza. Po co ktoś miałby szukać erotyki w romansie? Jak widzimy dzisiaj, czytelnicy uwielbiają gatunki hybrydowe:) Bardzo pozytywne są też prognozy dla rynku m/m, który prężnie się rozwija mimo kryzysu.
W porze lunchu, odważyłyśmy się zaczepić Wielkiego-Złego-Edytora, który poza internetem okazał się bardzo miłym i serdecznym facetem. Przyjął próbkę naszego nowego projektu, bo spodobał mu się pomysł, także trzymajcie kciuki;D
W ciągu dnia otrzymałyśmy kilka pochwał, między innymi od babki z jednego z wydawnictwa, która pochwaliła naszą stronę, inna, która czytała nasze krótkie opowiadanie, zachęciła nas do wysłania im jakiegoś skończonego tekstu, co pewnie uczynimy w przyszłości.


Po konferencji, udaliśmy się na tapas, a potem do obłędnego klubu wyglądającego jak kabaret z lat 20tych. Kelnerki chodziły w maskach i gorsetach, kelnerzy w obcisłych kamizelkach, a goście byli bardzo elegancko ubrani. Oglądaliśmy występy burleskowe pijąc koktajle i coraz bardziej się integrując.

Ludziom puściły wszystkie hamulce po prostu;D w dodatku, potem do klubu weszła grupka uroczych twinksów, z których jeden wyglądał jak Mark <3

To był naprawdę cudowny wyjazd, już cieszymy się na przyszłoroczną konferencję ;D

A teraz jeszcze kilka ciekawostek :)

This entry was posted in Uncategorized by Agnes Merikan. Bookmark the permalink.

About Agnes Merikan

Studentka psychologii z zacięciem seksuologicznym, fanka kiczowatego glamouru, kawy, greaserów, lat 50tych oraz koloru fioletowego;) W wolnych chwilach zajmuje się czytaniem monografii, dwoma psami oraz pisaniem opowiadań;)

35 thoughts on “Brighton i konferencja pisarzy GLBTQ

  1. Ale super! Jesteście coraz bliżej wydania waszych dzieł! Gratuluję :-D Spotkanie tylu osób zajmujących się tm co kochacie musiało być niesamowite. W dodatku te miejsca… Wow! Tylko pozazdrościć. Pozdrawiam po długiej nieobecności!

  2. Dziewczyny poczytałbym coś, ale waszego. Może by tak kolejny rozdział LiJ lub Padlinożerców. *mruga zalotnie oczkami z proszącą minką*

  3. *Powiedziała Agnes bezosobowo, patrząc na Kat* XD Ale teraz jak jestem świadoma, to się sama łapię często ;)

  4. Akfa: ja uważam, że używanie anglicyzmów jest niedobre. Siedzisz w UK, więc tego nie czujesz, ale dla czytelnika czytającego głównie po polsku natrafienie na dziwną konstrukcję językową jest czymś, co może wytrącić go ze sceny którą czyta, a więc jest niekorzystne dla odbioru książki. Nie ma tu znaczenia, że „wiadomo, o co chodzi”. Czytelnicy zwracają nawet uwagę na „pierdołki” takie jak przestawiony szyk w zdaniu, z którym u nas się czasem zdarzają kłopoty.

  5. Niestety, pomysłów jest tysiące, ale jak się wszystko zacznie, to się nic nie skończy. Mamy cały katalog gdzie trzymamy ‚pomysly na pozniej’ i dopisujemy tam notatki. Ma to ten urok, że jak już dochodzi do napisania danej sceny/historii, to już jest do niej naprawdę dużo zaplanowane :)

  6. Też mi się wydaje, ze o wiele prościej jest pisać niż tłumaczyć, ale uświadomiłam to sobie dopiero, kiedy zabrałam się za tłumaczenie.
    Rzeczywiście niekiedy trudno wcisnąć potencjał angielskich wyrażeń w polskie możliwości i przez to jestem często gnębiona za używanie anglicyzmów nie funkcjonujących jakoby w polskim :D
    Zdecydowałam jednak nie zaczyanć nowych projektów dopóki nie uporam się z już zaczętymi.

  7. Moim zdaniem zdecydowanie trudniej jest tłumaczyć, bo trzeba przerabiać całą strukturę języka, lub męczyć się z rzeczami nieprzetłumaczalnymi.
    Na razie piszemy po angielsku, ale tłumaczenie mamy w planie.

  8. Tłumaczyć będziemy tylko to co już jest napisane po polsku, piszemy jak najbradziej po angielsku. Łatwiej wejść we flow. Nie ma potem zastanawiania się jak przetłumaczyć jakiś idiom, bo od razu używamy angielskich, czy gier słownych, które mają sens tylko po angielsku. Mam wręcz wrażenie, że łatwiej jest pisać po angielsku, a potem tłumaczyć na polski, więc zarzucamy pisanie po polsku coraz bardziej. Stety-Niestety. Trudno ocenić ;)

  9. AkFa, znam Twojego bloga ;) Polecam oDesk.com , bardzo fajná edytorkę tam znalazłyśmy.

  10. Opublikowałam? Co ty, nawet blisko nie jestem :D a chciałabym to już mieć za sobą. Na razie jestem w połowie tłumaczenia. Niestety życie wchodzi w drogę… Cóż, pastwię się nad drukiem „Ile jest prawdy w prawdzie” i wydaniem nowego ebooka, który utknął u korektorki. Masakra jakaś.

    Ale z miłą chęcią was powiadomię, kiedy się uporam z tym wszystkim. Najwięcej problemu podejrzewam, ze będę miała z edytorem, które mnie nie obedrze ze skóry rachunkiem :) Na goodreads mam konto i zamierzam je wykorzystać, kiedy opublikuje angielskie opowiadania. Mam zamiar przyśpieszyć, cały ten kram jak tylko wydam „Po moim trupie”.

    Zajrzyjcie na mojego bloga w wolnej chwili. http://www.akfa-dreamlandpress.blogspot,com

  11. Opublikowałaś już dwa po angielsku? Pokaż, pokaż! :) Jesteś na Goodreads? Wiem co masz na myśli, czasem pewne rzeczy są nieprzetłumaczalne, ale pocieszam się, że to w dwie strony idzie ;) Czasem mam ochotę jak piszemy po polsku napisać jakieś wyrażenie, które ma sens tylko po angielsku. No edytor to niezbędna sprawa, nie ma bata.

  12. NIe nadążam czasem za tymi wszystkimi twitterami i innymi :D
    Tłumaczę i to dwa już opublikowane. Choć bez edytora się nie obędzie. W głowie po angielsku wszystko brzmi inaczej i mam problem z trzymaniem się polskiej wersji ;)
    Choć chwała Bogu nie są takie długie jak twoje… jestem pod wrażeniem :D

  13. Aj, widziałam, że obserwujesz dużo ludzi na Twitterze, to myślałam, że byś wiedziała.
    Oho! Tłumaczysz, czy piszesz nowe? Ja ostatnio podliczyłam jedno z opowiadań i jak wyliczyłam 367 000 słów to się złapałam za głowę… Edycja i tłumaczenie zajmą DŁUGO ;)

    Pozdrawiam!

  14. Kat Merikan Szczerze mówiąc nie wiedziałam o tym zjeździe. Ale nie kuś, bo może się wybiorę pewnego razu. Może już nawet będę miała wydane pierwsze ebooki po angielsku, bo już nad tym pracuje.

    Mam nadzieję, że wy odniesiecie sukces!
    Pozdrawiam :)

  15. Nie wiem co powiedzieć po za tym, że tak wam kur**sko zazdroszczę, że jestem zielona. Mieszkam od Brighton jakieś 160 mil. Sama myśl, że byłyście tak niedaleko jest szokiem. Powodzenia i mam nadzieję, ze wasze plany się ziszczą.
    Wpadnijcie do mnie i pozdrawiam cieplutko
    AkFa

  16. Zdecydowanie, wielkie brawa dziewczyny, gratulacje i oby tak dalej! Fakt że możecie się realizować w czymś co jednocześnie sprawia wam przyjemność jest godny pozazdroszczenia!
    Trzymajcie się ciepło! :*

  17. Ale fajnie ;) Ja akurat siedzę w Polsce i na razie się nigdzie nie ruszam. xd Macie diewczyny super wspomnienia. ^^

  18. Super, dziewczyny. Nie dość, ze nowe znajomości zawiązałyście, to jeszcze zwiedziłyście, jak widać wspaniałe miejsce, to jeszcze wzięli próbkę projektu. To trzymam kciuki. :)

  19. ALE ZZAZDROOOOOOO :D awww znali was! a jak nie to własnie poznali, jestem taka dumna :D HAHA megaaaa ! ^^ co za doswiadczenie to musiało byc, spotkać sie z podobnymi ludźmi :D w ogóle to nie wiedziałam, ze Brighton jest takim gejświatkiem, nabrałam ochoty pojechać tam bardziej niz wczesniej :D

  20. Oh jak. Wspaniałe :) aż można pozazdrościć bo ja w moim 20 letnim życiu byłam w rejonie zachodnio pomorskim a teraz siedzę w tym berlinie :/ eeeeeh tam dobrze jest! Tak by the way na tym przed ostatnim zdjęciu to są torty/ciasta czy ki się wydaje ?

  21. och, jak mi smutno, jak mi źle… Żałuję, że sama nie miałam okazji tam być, jak tak o tym opowiadacie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s